Выбрать главу

– Witaj – powiedział. – Jestem doktor Moberley. A ty na pewno jesteś David.

David skinął głową. Doktor poprosił go, żeby usiadł, potem przerzucił kartki notatnika leżącego na biurku i skubiąc bródkę, przeczytał, co było na nich zapisane. Kiedy skończył, podniósł wzrok i zapytał Davida, jak się czuje. David odparł, że dobrze. Doktor zapytał, czy jest pewny. David odparł, że raczej tak. Lekarz oświadczył, że ojciec martwi się o niego. Zapytał, czy tęskni za matką. David nie odpowiedział. Doktor stwierdził, że niepokoją go ataki Davida i razem postarają się odkryć, co się za nimi kryje.

Lekarz podał Davidowi pudełko kredek i poprosił, żeby narysował dom. David wyjął ołówek i starannie narysował ściany i komin, potem dorysował okna i drzwi i zabrał się do rysowania dachówek. Był tym całkowicie pochłonięty, gdy doktor powiedział, że wystarczy. Spojrzał najpierw na rysunek, potem na Davida. Zapytał, czy nie przyszło mu do głowy, by skorzystać z kredek. David odparł, że rysunek nie jest skończony, i kiedy upora się i dachówkami, pokoloruje je na czerwono. Doktor Moberley zapytał go, b-a-r-d-z-o w-o-l-n-o jak jego książki, dlaczego dachówki są takie ważne.

David zaczął się zastanawiać, czy doktor Moberley jest prawdziwym lekarzem. Lekarze powinni być przecież bardzo mądrzy. A ten doktor nie wyglądał na zbyt mądrego. B-a-r-d-z-o w-o-l-n-o David wyjaśnił, że bez dachówek do środka dostanie się deszcz. Na swój sposób były więc równie ważne jak ściany. Doktor zapytał, czy David boi się deszczu. David odparł, że nie lubi moknąć. Na zewnątrz nie było to wcale takie złe, zwłaszcza jeśli było się odpowiednio ubranym, ale większość ludzi nie nosi przeciwdeszczowych ubrań w domu.

Doktor zmieszał się lekko.

Poprosił następnie Davida, żeby narysował drzewo. Raz jeszcze David wziął ołówek i pracowicie narysował gałęzie, po czym zaczął na każdej rysować liście. Był dopiero przy trzeciej, kiedy lekarz znów kazał mu przestać. Tym razem na jego twarzy pojawił się wyraz, jaki czasem gościł na twarzy ojca Davida, gdy udało mu się rozwiązać krzyżówkę w niedzielnej gazecie. Co prawda, nie zerwał się z krzesła i nie wykrzyknął „Aha!” z palcem uniesionym w powietrze, jak czynią czasem w komiksach szaleni naukowcy, ale nie mógł wyglądać na bardziej zadowolonego z siebie.

Zaraz potem doktor Moberley zadał Davidowi mnóstwo pytań o jego dom, matkę i ojca. Raz jeszcze zapytał o omdlenia, czy David cokolwiek z nich pamięta. Jak się czuł, zanim do nich doszło? Czy czuł coś dziwnego, zanim stracił przytomność? Czy potem bolała go głowa? A wcześniej? A może boli go teraz?

Zdaniem Davida, nie zadał jednak najważniejszego pytania. Doktor Moberley założył bowiem, że podczas ataków David traci przytomność całkowicie, a po jej odzyskaniu nic z nich nie pamięta. To nie była prawda. David zastanawiał się, czy nie powiedzieć lekarzowi o dziwnych krajobrazach, które oglądał podczas ataków, lecz doktor znów zaczął wypytywać go o matkę. A David nie chciał więcej rozmawiać o matce, a już na pewno nie z obcym człowiekiem. Doktor pytał też o Rose i co w stosunku do niej czuje. David nie wiedział, co odpowiedzieć. Nie lubił Rose i nie podobało mu się, gdy ojciec z nią przebywał, ale nie chciał o tym powiedzieć lekarzowi na wypadek, gdyby ten opowiedział o wszystkim ojcu.

Pod koniec sesji David zaczął płakać i wcale nie wiedział dlaczego. Płakał tak rozpaczliwie, że z jego nosa popłynęła krew, a jej widok przeraził go. Zaczął krzyczeć. Upadł na podłogę, w głowie rozbłysło mu białe światło, gdy zaczął się trząść. Uderzał pięściami w dywan i słyszał, jak książki cmokają z niezadowoleniem, kiedy doktor Moberley wezwał pomoc i do gabinetu wpadł ojciec. Potem wszystko dookoła pociemniało na kilka sekund. Tak się Davidowi zdawało, choć trwało to w rzeczywistości bardzo długo.

W ciemności David usłyszał kobiecy głos i pomyślał, że brzmi zupełnie jak głos matki. Zbliżyła się do niego jakaś postać. Nie była to jednak kobieta, lecz mężczyzna, zgarbiony, o pociągłej twarzy, który w końcu wyłonił się z mroku swojego świata.

Uśmiechał się.

III

O nowym domu, nowym dziecku i nowym królu

Dalej sprawy miały się tak.

Rose była w ciąży. Ojciec powiedział o tym Davidowi, kiedy jedli frytki nad Tamizą. Mijały ich łodzie, a w powietrzu unosił się mieszany zapach oleju i wodorostów. Był listopad 1939 roku. Na ulicach było więcej policjantów niż do tej pory, a mężczyzn w mundurach widać było wszędzie. Przy oknach leżały worki z piaskiem, a zwoje zwiniętego drutu kolczastego wyglądały jak straszliwe sprężyny.

W ogródkach niczym wielkie wieloryby wznosiły się schrony Andersona, w parkach wykopano rowy. Na każdej wolnej przestrzeni widniały białe plakaty przypominające o zaciemnieniu, zawierające proklamacje króla, instrukcje dla mieszkańców kraju ogarniętego wojną.

Większość kolegów i koleżanek Davida opuściła już miasto, zapełniając dworce kolejowe. Z brązowymi tabliczkami przyczepionymi do płaszczy dzieci wyjechały na farmy i do obcych miast. Ich nieobecność sprawiła, że miasto wydawało się bardziej puste, i wzmagała poczucie nerwowego oczekiwania, które rządziło życiem Wszystkich pozostałych na miejscu londyńczyków. Niebawem nadlecą bombowce i miasto nocą tonęło w absolutnych ciemnościach, by utrudnić im zadanie. Dzięki zaciemnieniu można było dostrzec kratery na księżycu, a niebo było usiane gwiazdami.

W drodze nad rzekę zobaczyli, jak w Hyde Parku dmuchają balony zaporowe. Bujały się one potem wysoko w powietrzu, przytrzymywane przez mocne stalowe liny. Liny miały zapobiec, by niemieckie samoloty nie leciały zbyt nisko, co z kolei oznaczało, że musiały zrzucać ładunki z większej wysokości. W ten sposób będą mniej dokładne i nie do końca pewne celu.

Balony miały kształt olbrzymich bomb. Ojciec powiedział, że to ironiczne, a David zapytał, co to oznacza. Ojciec wyjaśnił, że to po prostu zabawne – coś, co ma chronić miasto przed bombami i bombowcami, samo wygląda jak bomba. David skinął głową i przyznał w duchu, że to w istocie dziwne. Pomyślał o załogach niemieckich bombowców: o pilotach, którzy starali się uniknąć ognia artylerii przeciwlotniczej w dole i żołnierza, który skulony przy celowniku bombowym ogląda przewijające się w dole miasto. Ciekawiło go, czy ten człowiek przed zwolnieniem bomby myśli o ludziach siedzących w domach i fabrykach. Z powietrza Londyn wyglądał po prostu jak model miasta, z domami jak dla lalek i miniaturowymi drzewami na malutkich uliczkach. Może tylko w ten sposób można zwolnić bombę – udając, że to nie dzieje się naprawdę, że nikt nie spłonie i nie zginie, gdy ładunek eksploduje na ziemi.

David próbował wyobrazić sobie siebie w brytyjskim bombowcu – na przykład wellingtonie lub whitleyu – lecącym nad niemieckim miastem z bombami przygotowanymi do zrzutu. Czy byłby w stanie je zwolnić? W końcu toczy się wojna. Niemcy są źli. Wszyscy o tym wiedzą. To oni ją zaczęli. Wszystko przypominało bójkę na placu zabaw – jeśli ją zacząłeś, ponosiłeś winę i nie mogłeś się skarżyć na konsekwencje. David doszedł do wniosku, że zrzuciłby bomby, ale nie dopuszczałby do siebie myśli, że tam w dole mogli być ludzie. Tylko fabryki i stocznie, kształty rysujące się w ciemnościach. Wszyscy zatrudnieni w nich ludzie leżeliby bezpiecznie w łóżkach, kiedy bomby spadałyby na ziemię, zamieniając w gruzy ich miejsca pracy.

Nagle przyszła mu do głowy pewna myśl.

– Tato? Jeśli przez te balony Niemcy nie mogą dobrze celować, to ich bomby mogą spaść wszędzie, prawda? Będą próbowali trafić w fabryki, ale nie będzie im łatwo. Zrzucą je mimo wszystko i będą mieli nadzieję, że się uda. Nie wrócą do domu i nie przylecą następnej nocy tylko z powodu balonów?