Czytała jeszcze przez kilka godzin, ale w miarę upływu czasu coraz mniej skupiała się na lekturze. N adchodzący wieczór napełniał ją coraz większym lękiem. Wreszcie odłożyła opasły tom na bok i podeszła do okna. Słońce zachodziło powoli. Kaczki nurkowały w fosie w poszukiwaniu pożywienia. Tknięta nagłą myślą udała się do kuchni, gdzie znalazła bochen chleba. Ukroiła kawałek, wyszła na dziedziniec i stanęła w wyłomie muru, który zauważyła rano. Kaczki znajdowały się niemal pod nią. Zaczęła drobić im chleb, rozbawiona ich manewrami w walce o pozywienie.
Niestety, ta przyjemna chwila nie trwała długo. Zazgrzytał most zwodzony i po chwili na dziedzińcu pojawił się znajomy samochód. Aleksiej wysiadł, a na jej widok zdenerwował się wyraźnie. Ostro zawołał ją po imieniu.
Cofnęła się odruchowo, nie mając pojęcia, że stoi w niebezpiecznym miejscu. Ponieważ zaprawa zwietrzała, niewielki głaz pod stopami Hope obsunął się. Poleciała w dół, zanim zdążyła zrozumieć, co się dzieje. Woda w fosie była lodowato zimna, wlała się do otwartych ust, zdławiła okrzyk. Hope umiała pływać, jednak w chwili pierwszego szoku nie po-. trafiła zrobić nic sensownego i poszła na dno jak kamień.
Coś ją złapało, próbowała z tym walczyć, przed przerażonymi oczami mignęła jej twarz Aleksieja. Przemknęła jej przez głowę potworna myśl, że on chce ją utopić, żeby zatrzeć ślad popełnionej zbrodni, toteż zaczęła z nim zaciekle walczyć. A potem wokół zapadła ciemność…
Poczuła pod plecami wygrzane słońcem kamienie. Otworzyła oczy. Aleksiej, który stał nad nią z zaciśniętymi ustami, dał znak Pierre' owi, który natychmiast pobiegł do zamku. Aleksiej wziął ją na ręce i podążył śladem Pierre' a.
– Mon Dieu, czyś ty zupełnie zwariowała? Czy naprawdę uważasz, że lepiej umrzeć, niż żyć w hańbie? – wysyczał z furią, wnosząc ją do łazienki. Chętnie wykąpię cię ponownie, czasami bycie twoją nianią jest- przyjemne, ale może nie w takich dramatycznych okolicznościach!
Postawił ją na ziemi i nachylił się, żeby napuścić gorącej wody do wanny. Hope stała w przemoczonym ubraniu, szczękając zębami.
– Nie zrobiłam tego celowo, to był wypadek. Karmiłam kaczki, kiedy przyjechałeś. Zaskoczyłeś mnie i…
– I wolałaś wpaść do fosy, zamiast znosić moje towarzystwo? – dokończył ponuro. – To dziecinna komedia, naprawdę. Odgrywasz rolę niewinnej ofiary, a ja jestem czarnym charakterem, który cię prześladuje. Czy nie rozumiesz, że kiedy już się ode mnie uwolnisz, będziesz mogła zrobić ze swoim życiem, co tylko zechcesz? Nikt już nie będzie tobą rządził. Gdybyś trafiła w ręce Alaina, musiałabyś siedzieć potulnie jak trusia i robić tylko to, czego by od ciebie żądano. Czy ty nie masz żadnych ambicji? Zadnych własnych pragnień? Czy niczego nie chcesz od życia dla siebie? – spytał tonem pełnym zniecierpliwienia. – Jesteś osobą, a nie marionetką! Naprawdę zadowalałoby cię takie życie w złotej klatce?
Nie odpowiedziała. Westchnął ciężko, jakby poczuł na sobie jakiś wielki ciężar, i dopiero teraz Hope pomyślała, że jej wypadek musiał go porządnie wystraszyć. Przecież gdyby coś jej się stało, jego kunsztowny plan zemsty ległpy w gruzach. Ze złości zacisnęła usta.
– Ściągaj to mokre ubranie i wskakuj do wanny. Pierre właśnie robi ci drinka, może powiem mu, żeby przygotował też kolację. Chciałem cię dzisiaj zaprosić do restauracji, ale teraz nadajesz się tylko do łóżka…
– Kiedy ja bardzo chętnie wyjdę – zapewniła pośpiesznie. Wszystko lepsze od spędzania z nim czasu sam na sam.
– W porządku – kiwnął głową i z obrzydzeniem przesunął dłońmi po nieprzyjemnie sztywnych, mokrych dżinsach. – Ja też się wykąpię.
Hope odruchowo powiodła spojrzeniem za ruchem jego rąk. Materiał opinał się na jego biodrach i udach…
– Nie siedź w wahnie za długo, bo mogę nie wytrzymać i przyjść, żeby dotrzymać ci towarzystwa – powiedział zmienionym głosem. – A na takie igraszki nie jesteś jeszcze gotowa… – Z żalem zerknął na pełną wannę. – W tym się na szczęście nie utopisz, ale za dziesięć minut przyjdę sprawdzić, czy wszystko w porządku. Jeśli nadal będziesz w wannie, odczytam to jako zaproszenie.
Kiedy wrócił z kąpieli, ubrany w krótki szlafrok, Hope siedziała na fotelu przed kominkiem, sącząc drinka. Na tacy stał też dzbanek i dwie filiżanki. Aleksiej. podszedł, żeby nalać sobie kawy, a Hope nie mogła oderwać spojrzenia od jego opalonych nóg. Owładnęło nią pragnienie, by wyciągnąć rękę i dotknąć ich, przekonać się, czy naprawdę są takie same w dotyku, jak zapamiętała to z poprzedniej nocy.
O czym ona myśli? I czy on znowu odgadł, co się z nią dzieje? Spłoszona podniosła na niego wzrok. Aleksiej obserwował ją ze współczującym, pozbawionym kpiny uśmiechem.
– Biedactwo. I chciałabyś, i boisz się… Ale to minie. Tymczasem dokończ drinka i połóż się. – Zauważył spojrzenie, jakim obrzuciła łóżko. – Nie patrz z taką odrazą, jakby to było narzędzie tortur, i przestań robić ze mnie potwora. Uwierz mi, dziecko, niedługo sama będziesz mnie błagać o pieszczoty.
W tym iilomencie poczuła, że ma dość tego protekcjonalnego traktowania. Wszystko się w niej zagotowało. Owszem, była przez dziesięć lat wdrażana do uległości i wychowywana na potulną trusię, ale odziedziczyła też geny po matce, niepokornej rudowłosej Irlandce, która nie dawała sobie w kaszę dmuchać. Zerwała się z fotela i spiorunowała Aleksieja spojrzeniem, a jej oczy stały się szare jak burzowe chmury.
– Na pewno nie – warknęła, trzęsąc się z wściekłości. Musiała zacisnąć dłonie w pięści, żeby nie poorać mu twarzy paznokciami. Wtedy wreszcie znikłby ten pełen wyższości uśmiech. – Wydaje ci się, że wszystko wiesz, że wszystko rozumiesz. Mylisz się· To, że moje ciało reaguje na twój dotyk, nie oznacza jeszcze, że masz nade mną władzę. Nienawidzę cię, nienawidzę, i to się nigdy nie zmieni. Mówisz, że mój ojciec chciał mnie wykorzystać do swoich celów, a przecież ty robisz dokładnie to samo, niczym się od niego nie różnisz! Obaj jesteście podli.
– Zaczynasz histeryzować – odparł zimno. – Jeśli się natychmiast nie uspokoisz, to…
– To co? Uderzysz mnie? – spytała prowokacyjnie i znieruchomiała.
Potrząsnął głową, a potem nagle uśmiechnął się bez cienia gniewu.
– Pewna część twojego ciała aż się tego domaga. Potem jednak pocałowałbym, żeby nie bolało. Oczywiście, gdybyś ładnie poprosiła – zakończył z przekorą w głosie, wiedząc doskonale, że wygrał wojnę na słowa.
Hope nie znalazła żadnej odpowiedzi. Gdy wyszedł, zakryła dłońmi płonącą twarz. W starciu z nim nie miała żadnych szans, on zawsze ją wykpi, wyśmieje, poniży, zawsze będzie miał przewagę. Och, zimny drań, potwór, nienawidzi go z całego serca!
– Na pewno czujesz się na siłach, żeby wyjść? – upewnił się Aleksiej, stając w drzwiach garderoby.
Hope skinęła głową. Była już ubrana, właśnie skończyła się malować. Na widok Aleksieja poczuła dziwne ssanie w żołądku. Miał na sobie białą koszulę, którą dopiero teraz niespiesznie zapinał. Potem włożył spodnie, co wskazywało aż nadto dobitnie, że ubieranie się w obecności kobiety jest dla niego chlebem powszednim.
Spostrzegł zakłopotany wyraz jej twarzy, podszedł, stanął za plecami Hope i wziął z toaletki jej szczotkę do włosów. Przez chwilę w milczeniu patrzyli sobie w lustrze w oczy, po czym Aleksiej zaczął powoli rozczesywać jej włosy. Wrażenie było tak przyjemne, że nieco się odprężyła..