– Nie rób tego – powiedział przez szybę, jakby czytał jej w myślach. – To nie ja do ciebie strzelałem. – Po chwili dodał: – Gdybym to był ja, już byś nie żyła.
W końcu Faith uchyliła szybę.
– Otwórz drzwi i posuń się.
– Kim jesteś?
– Dalej, moja pani. Nie wiem jak ty, ale ja nie chcę tu być, gdy ktoś się pojawi. Mogą lepiej strzelać.
Faith otwarła drzwi i przesunęła się na siedzenie pasażera. Lee włożył pistolet do kabury, zarzucił plecak i wsiadł do samochodu. Zatrzasnął drzwi i zaczął wycofywać. W tym samym momencie oboje podskoczyli, bo zaczął dzwonić telefon komórkowy, wciąż leżący na siedzeniu. Lee zatrzymał samochód. Oboje spojrzeli najpierw na telefon, a potem na siebie.
– To nie mój telefon – powiedział.
– Ani mój – odpowiedziała Faith.
Kiedy dzwonienie ustało, zapytał:
– Kim jest ten martwy facet?
– Nic ci nie powiem.
Samochód wjechał na drogę i Lee nacisnął na gaz.
– Możesz tego żałować.
– Nie sądzę.
Wydawało się, że jej pewny siebie ton speszył go. Zapięła pas, gdy dość szybko wszedł w zakręt.
– Jeśli to ty zabiłeś tego mężczyznę, to zastrzelisz i mnie, czy ci cokolwiek powiem czy nie. A jeśli mówisz prawdę i nie zastrzeliłeś go, to nie sądzę, byś miał mnie zabić tylko dlatego, że ci nie powiem.
– To bardzo naiwne podejście. Czasami nawet dobrzy faceci muszą zabijać – powiedział.
– Mówisz to na podstawie własnego doświadczenia? – Faith wcisnęła się w kąt przy drzwiach.
– Słuchaj, nie szalej i nie wyskakuj z samochodu. – Wcisnął automatyczną blokadę drzwi. – Po prostu chcę wiedzieć, o co tutaj chodzi, zaczynając od tego, kim jest ten martwy facet.
Faith spojrzała na niego i poczuła, że ma kompletnie stargane nerwy. Kiedy wreszcie zaczęła mówić, jej głos był bardzo słaby:
– Może byśmy tak pojechali gdzieś, gdziekolwiek, gdzie bym mogła na chwilę usiąść i pomyśleć? – Zacisnęła palce i dodała zachrypłym głosem: – Nigdy dotąd nie widziałam nikogo zabitego. Prawie nigdy nie… – Zaczęła drżeć. – Zatrzymaj się, proszę, na litość boską, zatrzymaj się! Niedobrze mi!
Zjechał na pobocze i odblokował drzwi. Faith otwarła je, wychyliła się i zwymiotowała. Lee oparł dłoń na jej ramieniu i lekko ściskał, aż przestała się trząść.
– Wszystko będzie w porządku – mówił łagodnie.
Poczekał, aż zdoła usiąść z powrotem i zamknąć drzwi, po czym powiedział:
– Najpierw musimy pozbyć się tego samochodu. Mój jest po drugiej stronie lasu, za parę minut tam będziemy. Znam takie miejsce, w którym będziesz bezpieczna. Dobrze?
– Dobrze – wykrztusiła Faith.
ROZDZIAŁ 7
Jakieś dwadzieścia minut później na podjazd chatki wjeżdżał następny sedan, z którego wysiedli mężczyzna i kobieta. Ich broń połyskiwała metalicznie w światłach reflektorów samochodu. Kobieta podeszła do zwłok mężczyzny, przyklęknęła i przyglądała się ciału. Gdyby nie znała tak dobrze Kena Newmana, mogłaby go nie rozpoznać. Widziała już śmierć, a i tak poczuła, jak coś podnosi się jej z żołądka do gardła. Szybko wstała i odwróciła się. Dokładnie przeszukali dom, po czym zbadali linię drzew i wrócili do martwego ciała.
Wielki, barczysty facet spojrzał na ciało Kena Newmana i wycedził przekleństwo. Howard Constantinople, Connie dla tych, którzy go znali, był weteranem FBI i widział w życiu niemal wszystko. Przeżycia tej nocy były jednak nawet dla niego nowością. Ken Newman był jego przyjacielem i Connie wyglądał, jakby miał wybuchnąć płaczem.
Kobieta, niemal równie wysoka jak on, stała obok. Krótko ścięte, brunatne włosy zawijały się jej nad uszami; twarz miała długą, wąską i inteligentną, a na sobie dobrze skrojony kostium. Wiek i napięcia związane z zawodem były przyczyną sieci drobnych kresek wokół ust i smutnego wyrazu ciemnych oczu. Przyglądała się okolicy z wprawą kogoś przyzwyczajonego nie tylko do obserwowania, ale też do wyciągania z obserwacji właściwych wniosków. Coś w jej twarzy wyraźnie wskazywało, że narasta w niej potężny gniew.
W wieku trzydziestu dziewięciu lat miła powierzchowność Brooke Reynolds i jej wysoka, szczupła sylwetka czyniłyby ją atrakcyjną dla mężczyzn, ale z powodu gorzkiej i nieprzyjemnej sprawy rozwodowej, która się właśnie toczyła, wyrządzając ogromną szkodę dwójce jej dzieci, Brooke powątpiewała, czy w ogóle będzie jeszcze kiedykolwiek szukała towarzystwa mężczyzn.
Otrzymała imiona Brooklyn Dodgers Reynolds wskutek nacisków ojca, fanatycznego kibica baseballa, który nigdy nie doszedł do siebie po tym, jak jego ukochany klub przeniósł się z Nowego Jorku do Kalifornii. Matka cały czas oponowała i od początku upierała się, by nazywać ją Brooke.
– O Boże – odezwała się w końcu Reynolds, z wzrokiem utkwionym w martwym koledze.
– Co robimy? – Connie spojrzał na nią.
Otrząsnęła się; należało działać szybko, lecz metodycznie.
– To jest miejsce przestępstwa, Connie. Nie mamy wyboru.
– Lokalna policja?
– To jest zamach na urzędnika federalnego, więc będzie to prowadziło Biuro. – Zauważyła, że nie może oderwać wzroku od ciała. – Ale i tak musimy pracować z ludźmi z hrabstwa i stanu. Znam ich, jestem pewna, że uda nam się kontrolować przepływ informacji.
– Jeśli to zamach na urzędnika federalnego, to będzie tu Jednostka Biura do spraw Brutalnych Przestępstw, co nieco nadkrusza nasz mur.
Reynolds wzięła głęboki oddech, by powstrzymać łzy napływające jej do oczu.
– Zrobimy, co się da. Po pierwsze, musimy zabezpieczyć scenę przestępstwa, akurat tutaj to chyba nie będzie zbyt trudne. Zadzwonię do Paula Fishera w Kwaterze Głównej i zamelduję mu. – Reynolds w myśli przebiegła drogę służbową w Rejonowym Oddziale w Waszyngtonie: powinna zawiadomić ASAC-a, SAC-a i ADIC-a, czyli zastępcę odpowiedzialnego agenta specjalnego, odpowiedzialnego agenta specjalnego i odpowiedzialnego zastępcę dyrektora. ADIC był szefem oddziału waszyngtońskiego, w gruncie rzeczy było to stanowisko zaledwie o stopień niższe od samego dyrektora Biura. Niedługo będzie tyle skrótów, pomyślała, że wystarczy ich, by zatopić pancernik.
– Dolary przeciwko orzechom, że sam dyrektor tu będzie – dodał Connie.
Reynolds czuła, że zaczyna ją palić żołądek. Zabity agent to wystarczający szok, ale agent zabity podczas jej służby to koszmar, którego wolałaby nigdy nie przeżywać.
Po godzinie pojawiły się odpowiednie siły, na szczęście bez mediów. Stanowy lekarz potwierdził to, było już oczywiste: agent specjalny Kenneth Newman zmarł wskutek strzału z broni palnej, oddanego ze sporej odległości, otwór wejściowy był w górnej części karku a wyjściowy w twarzy. Lokalna policja trzymała straż, a funkcjonariusze Jednostki do spraw Brutalnych Przestępstw metodycznie zbierali dowody.
Reynolds, Connie i ich przełożeni zebrali się wokół samochodu. Fred Massey, najwyższy stopniem agent na miejscu, cały czas przesadnie potrząsał głową. Kołnierzyk jego białej koszuli był luźno rozpięty, wydawało się, że łysa głowa świeci w świetle księżyca.