Massey drapał się po brodzie i myślał. Kiedy w końcu znowu spojrzał na Buchanana, wyglądał na zmęczonego, ale zainteresowanego.
– Naprawdę myśli pan, że uda się panu przyskrzynić tego gościa?
– Jestem gotów umrzeć, próbując to zrobić. I muszę najpierw wykonać kilka telefonów, wezwać bardzo specjalną pomoc. – Buchanan uśmiechnął się do siebie. Lobbysta do samego końca. – Lee, potrzebuję też twojej pomocy. Jeśli zechcesz.
– Ja? – Detektyw wyglądał na zdziwionego. – Czy ja mogę komukolwiek pomóc?
– Wczoraj wieczorem rozmawiałem o tobie z Faith. Powiedziała mi o twoich „szczególnych” zdolnościach. Powiedziała, że jesteś dobrym człowiekiem na złe sytuacje.
– Myślę, że się myliła. Gdyby tak było, to nie leżałaby tutaj z dziurą w piersiach.
– Ledwo udaje mi się funkcjonować, bo czuję się okropnie winny, że mnie zasłoniła. – Buchanan położył rękę na ramieniu Lee. – Ale nie mogę tego zmienić. Mogę jedynie spróbować sprawić, żeby nie ryzykowała życia bez sensu. Dla ciebie to wielkie niebezpieczeństwo. Nawet jeśli dostaniemy tego człowieka, to on ma wielu popleczników. Zawsze jacyś zostaną.
Buchanan usiadł w krześle i uważnie obserwował Lee. Massey i Reynolds także wpatrywali się w prywatnego detektywa. Muskularne ręce i szerokie ramiona Lee pozostawały w jawnym kontraście z łagodnym wyrazem jego oczu.
Lee Adams głęboko odetchnął. Jedyne, czego w tej chwili naprawdę chciał, to stać obok łóżka Faith i nie odchodzić tak długo, aż się obudzi, zobaczy go, uśmiechnie się i powie, że wyzdrowieje. Wtedy on zrobi to samo. Lee jednak wiedział, że w tym życiu rzadko ma się to, co by się chciało mieć. Spojrzał więc na Buchanana i powiedział:
– Wydaje mi się, że jestem do pańskiej dyspozycji.
ROZDZIAŁ 54
Przed budynek zajechał czarny samochód. Thornhill zamknął dom, po czym oboje z żoną, w wyjściowych wieczorowych strojach, wsiedli do samochodu i odjechali. Udawali się na oficjalną kolację do Białego Domu.
Samochód minął stanowisko kontrolne linii telefonicznej należące do osiedla, na którym mieszkali Thornhillowie. Wielkie, ciężkie, jasnozielone metalowe pudło umieszczono w tym miejscu jakieś dwa lata temu, gdy firma telefoniczna unowocześniała linie komunikacyjne starego osiedla. W tej eleganckiej okolicy pudło stanowiło zgrzyt dla oka. Dlatego mieszkańcy zapłacili za sporą kępę wielkich krzaków, które miały zasłaniać skrzynkę od strony drogi. W tej chwili osłaniały też mężczyznę, który obserwował odjeżdżający samochód, następnie otwarł skrzynkę i zaczął delikatnie przesuwać elektroniczne urządzenia.
Lee Adams odnalazł linię wiodącą do rezydencji Thornhilla za pomocą specjalnego przyrządu własnego pomysłu. Przydawała mu się praktyka w zakresie obsługi urządzeń komunikacyjnych. Dom Thornhillów miał bardzo dobry system zabezpieczeń, a jednak każdy taki system miał piętę achillesową: linię telefoniczną. Zawsze ta linia telefoniczna. Dzięki, panie Bell.
Lee w myślach przypomniał sobie schemat. Kiedy intruz włamie się do domu, włącza się alarm i komputer przekazuje informację o włamaniu do centralnej stacji kontrolnej. Następnie osoba dyżurująca w stacji dzwoni do tego domu, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Jeśli odbierze właściciel, to musi podać tajny kod, w przeciwnym razie przyjeżdża policja. Jeśli nikt nie odbiera telefonu, policja jest wysyłana automatycznie.
W tej chwili Lee starał się tak podłączyć przewody, że w tym konkretnym systemie bezpieczeństwa sygnał o włamaniu nie dotrze do stacji kontrolnej, a zarazem komputer będzie pewien, że wysłał sygnał. Stanie się tak dzięki specjalnemu wbudowanemu w obwód składnikowi: symulatorowi telefonu. Lee odciął dom Thornhilla od zasilania linii, wskutek czego odciął zewnętrzną komunikację telefoniczną. Teraz musiał jeszcze przekonać komputer systemu, że telefon działa. Żeby to zrobić, włączył do jego obwodu składnik, który dostarczał sygnał i linię telefoniczną wiodącą donikąd.
Stwierdził także, że system alarmowy Thornhillów nie ma zabezpieczenia komórkowego, jedynie zwykłą linię stacjonarną. To była spora dziura. Zabezpieczenie komórkowe nie jest podatne na oszustwo, ponieważ ma bezprzewodowy system, w którym nie można dotrzeć do linii zasilającej. Niemal wszystkie systemy bezpieczeństwa w kraju mają takie same zasadnicze linie danych. Dlatego też wszystkie mają tylne wejścia. Lee właśnie znalazł jedno z nich.
Zapakował narzędzia i przedarł się przez las na tył domu Thornhillów. Znalazł okno, które nie było widoczne z ulicy. Od Freda Masseya dostał kopię planu domu i rozmieszczenia urządzeń alarmowych. Jeśli wejdzie przez to właśnie okno, to może dotrzeć do panelu alarmu na piętrze bez przekraczania żadnego wykrywacza ruchu.
Wyjął z plecaka pistolet obezwładniający i przyłożył go do okna. Wiedział, że wszystkie okna, nawet te na piętrze, mają zabezpieczenia. Kontakty były zarówno na górnej, jak i na dolnej ramie okna. Większość domów miała je tylko na dolnych ramach. Gdyby tak było, wystarczyłoby otworzyć zamek i opuścić górne okno, nie dotykając żadnego kontaktu.
Nacisnął spust i przesunął pistolet w inne miejsce, gdzie jego zdaniem mogły być umieszczone elementy kontaktu. W sumie osiem razy strzelił w ramę okna. Ładunek elektryczny stopił kontakty, połączył je, tak że przestały działać.
Otworzył zamek, wstrzymał oddech i podniósł okno. Żadnego sygnału alarmu. Szybko wszedł do środka i zamknął okno. Z kieszeni wyjął małą latarkę, znalazł schody i wszedł na górę. Od razu zauważył, że Thornhillowie mieszkają wśród największych wygód i luksusów. Meble były głównie antyczne, na ścianach wisiały oryginalne olejne obrazy, a stopy zanurzały się w grubym, z pewnością drogim dywanie.
Panel alarmu był, oczywiście, na piętrze w sypialni właściciela. Odkręcił płytkę i znalazł przewód. Dwa szybkie cięcia i systemy dostały nagłego zapalenia gardła: teraz mogły się wydzierać. Zszedł po schodach i przeszedł przed wykrywaczem ruchu, machając rękami, a nawet pokazując mu środkowy palec. Wyobrażał sobie, że siedzi tam sam Thornhill, bezradny wobec najścia. Włączyło się czerwone światełko i system się włączył, choć nie mógł wykrzykiwać ostrzeżeń. Wkrótce komputer będzie dzwonił do stacji kontrolnej, ale ten telefon nigdy tam nie dotrze. Zadzwoni osiem razy, nie otrzyma odpowiedzi, po czym przestanie próbować i ponownie zaśnie. Tymczasem w stacji kontrolnej wszystko będzie wyglądało całkiem normalnie. Marzenie włamywacza.
Lee obserwował, jak znika czerwone światełko. Jednak za każdym razem, gdy będzie koło niego przechodził, będzie się działo to samo i z tym samym rezultatem. Osiem razy zadzwoni, po czym przestanie. Lee uśmiechnął się: jak dotąd wszystko idzie dobrze. Zanim Thornhillowie wrócą do domu, zdąży ponownie połączyć przewody: Thornhill mógłby coś podejrzewać, gdyby nie usłyszał normalnego dźwięku alarmu, kiedy będzie otwierał drzwi. Na razie jednak Lee miał robotę do wykonania.
ROZDZIAŁ 55
Kolacja w Białym Domu była bardzo udana dla pani Thornhill, jej mąż natomiast pracował. Siedział przy długim stole i od czasu do czasu brał udział w niezobowiązujących rozmowach, głównie jednak uważnie słuchał, co mówią goście. Tym razem było wielu gości zagranicznych, a Thornhill wiedział, że dane wywiadowcze mogą pochodzić z bardzo niekonwencjonalnych źródeł, nawet z kolacji w Białym Domu. Nie był pewien, czy cudzoziemcy wiedzą, że pracuje w CIA, w każdym razie nie było to powszechnie wiadome. Lista gości, która jutro pojawi się w „Washington Post”, przedstawi ich po prostu jako panią i pana Thornhill.