Выбрать главу

— Nie mamy się czego wstydzić — odparł z właściwą mu dumą Numos.

— Mógłbym was rozstrzelać nas miejscu!

Geary dopiero po chwili zrozumiał, że to on wypowiedział te słowa. A kiedy już to sobie uświadomił, sam przed sobą musiał przyznać, że byłby w stanie to uczynić. Oficerowie oskarżeni o zdradę i dezercję w obliczu wroga nie znajdą wielu obrońców po powrocie do przestrzeni Sojuszu. Zresztą Numos i Faresa nie mieli ich także tutaj, chociaż Geary podejrzewał, że osoby wspierające tę dwójkę po prostu schodzą mu teraz z oczu. Ale z drugiej strony to nie byli ludzie pokroju Falco, wciąż darzeni szacunkiem za niegdysiejsze dokonania oraz współczuciem za chorobę, która poczyniła okrutne spustoszenia w psychice.

Tak, mógłby to zrobić. Mógłby wydać taki rozkaz. Nie musiał nawet kłopotać się zbieraniem sądu, sam był sędzią. Znajdowali się na polu walki. A on, dowodząc flotą, miał wszelkie uprawnienia do powołania trybunału i przeprowadzenia sądu wojennego. A gdy doprowadzi tę flotę do domu, czy znajdzie się choć jedna osoba, która zarzuci mu przekroczenie uprawnień? Kto będzie chciał ugodzić człowieka, który zdołał ocalić flotę? Nikt w Sojuszu nie ośmieli się podnieść na niego ręki.

Mógłby kazać zastrzelić Numosa i Faresę. Może nawet Kerestesa, chociaż ten nie zasługiwał nawet na kulkę. Nikt by go nie powstrzymał. Numos wreszcie dostałby to, na co zasłużył. Sprawiedliwości stałoby się zadość i pieprzyć procedury sądowe.

To była bardzo kusząca alternatywa — nie dość, że był pewien, iż to dobre rozwiązanie, złość dawała mu dodatkową motywację.

Geary zrobił długi wdech…

Więc tak wygląda życie „Black Jacka” — pomyślał. — Robię, co chcę. Ustalam własne zasady. Jestem bohaterem. Bohaterem Sojuszu. Idolem tej floty. I tak bardzo pragnę, żeby Numos i Faresa zapłacili za wszystkie swoje uczynki. Ale czy jestem wystarczająco zły, by popełniać czyny, których zawsze się wystrzegałem? Równie zły jak każdy syndycki DON? Tak niegodziwy jak w wyobrażeniach Wiktorii Rione? Jak moi ludzie odebraliby ten gest po naukach na temat honoru, jakie im prawiłem? Ja, łamiący zasady tylko dlatego, że mogę je łamać bezkarnie? Falco tak postępował, łamał wszelkie zasady, ponieważ wierzył, że jest wyjątkowy, że może uratować Sojusz. Ja nie miałbym nawet takiej wymówki. Zrobiłbym to tylko dlatego, że inni uważają, iż jestem kimś wyjątkowym, podczas gdy ja sam w to nie wierzę.

Spojrzał w głąb sali, na miejsce, gdzie siedziała Rione. Obserwowała go z twarzą wypraną z uczuć, ale jej oczy płonęły straszliwym blaskiem, jakby eksplodowało w nich tysiąc „piekielnych włóczni”. Ona wiedziała, o czym myśli, z czym teraz walczy.

Nie spojrzał kolejny raz w stronę Numosa, zdając sobie sprawę, że widok tego pyszałka i jego arogancja mogą go sprowokować do wydania rozkazu egzekucji.

— Mógłbym, ale tego nie zrobię. Zostaniecie osądzeni zgodnie z obowiązującymi przepisami kodeksu floty. Zostaną wobec was wysunięte zarzuty. Jeśli sytuacja na to pozwoli, sąd wojenny wyda wyrok, zanim dotrzemy do przestrzeni Sojuszu. Jeśli nie, zostaniecie przekazani władzom razem z aktem oskarżenia sporządzonym moją własną ręką.

— Żądamy wypuszczenia na wolność! — Faresa nie rezygnowała. — Nie macie prawa trzymać nas w areszcie.

— Nie prowokuj… — ostrzegł ją Geary, wiedząc, że oboje, zarówno Numos, jak i jego wredna przyjaciółka, chcieliby doznać ostatniej satysfakcji widząc, jak łamie swoje zasady.

Nie zmusicie mnie do tego kroku. Nie pozwolę wam wygrać. Nie dzisiaj. Chociaż każdego dnia, od przebudzenia aż po zaśnięcie, będę o tym myślał. Oby przodkowie uchronili mnie przed wymierzeniem zemsty obojgu zdrajcom i temu idiocie Kerestesowi, który ich słucha.

— Macie na rękach krew marynarzy Sojuszu — oświadczył w końcu Geary. — Gdybyście mieli za grosz honoru, sami ustąpilibyście ze stanowisk. Gdybyście mieli choć odrobinę odwagi, zostalibyście na polu walki, umożliwiając Tryumfowi ucieczkę. — Zastraszał ich teraz, kiedy stali na muszce strzegących ich komandosów. To było takie proste, poddać się potędze władzy nad innymi. Przywoławszy strażników, Geary wykluczył Numosa, Faresę i Kerestesa z grona uczestniczących w konferencji.

Odczekał chwilę, potem przesunął dłonią po włosach i wbił wzrok w blat stołu, aby opanować trawiący go gniew. Kiedy ponownie spojrzał na otaczających go oficerów, przemówił głosem, w którym nie było już śladu złości.

— Ewakuacja Niezwyciężonego zajmie nam trochę czasu. Jego załoga spisała się naprawdę znakomicie. Zanim przeniesiemy tych ludzi i porzucimy okręt, wszyscy, którzy przeżyli, otrzymają pochwałę za niezwykłą odwagę. Wrak zostanie wysadzony, aby nie dostał się w ręce wroga. Odczuwam wielki żal po stracie tej jednostki, a także wszystkich innych okrętów, które zostały zniszczone w ostatnim czasie. Myślę, że do jutra Wojownik, Orion, Dumny i pozostałe jednostki uszkodzone w walce zdołają dokonać najpotrzebniejszych napraw i będziemy mogli opuścić ten system gwiezdny. Jeśli na którymkolwiek okręcie wystąpią problemy, które uniemożliwią nam dokonanie skoku, proszę o natychmiastowe informacje. Naszym następnym celem jest Tavika. Czy ktoś ma jakieś pytania?

Pierwsza odezwała się nie znana mu kobieta.

— Jakie ma pan zamiary wobec pozostałych dowódców, którzy podążyli za kapitanem Falco? — zapytała zastraszonym głosem.

Geary skupił na niej wzrok, po czym rzucił okiem na wyświetlacz w blacie stołu. Komandor Gaes z Lodki, jednego z ciężkich krążowników, które przetrwały ucieczkę. Jej okręt pozostał przy Niezwyciężonym, gdy gigant zmierzał w stronę floty.

— A jakie zamiary powinienem mieć?

Usta komandor poruszały się przez chwilę bezgłośnie, ale w końcu popłynęły z nich słowa.

— Powinien pan ocenić nasze postępowanie, sir! — Jak ciężko było na Vidhi? — spytał ją Geary.

Komandor Gaes zacisnęła usta i przesunęła wzrokiem po zebranych.

— Bardzo ciężko. Przewyższali nas liczebnie. Przy punkcie skoku na Vidhę straciliśmy dwa lekkie krążowniki i niszczyciela. Po przybyciu do tego systemu straciliśmy na polu minowym cztery dalsze jednostki, a Polaris został tak poważnie uszkodzony, że nie mógł kontynuować lotu. Od Syndyków aż się roiło. Poprosiliśmy o rozkazy, ale żadnych nie wydano. Z Tryumfa nadano sygnał ucieczki, oni sami mieli nas osłaniać, w innym wypadku nikt by nie ocalał… — Kobieta przerwała. — Mój pierwszy oficer jest gotów przejąć dowodzenie nad jednostką.

Gaes była zapewne równie winna jak Numos, ale przynajmniej miała odwagę ponieść konsekwencje swoich czynów. I pozostała przy Niezwyciężonym; zrobiła wszystko, co tylko było w mocy dowódcy uszkodzonego krążownika, by ocalić inny okręt floty.

— Na razie nie ma takiej konieczności — odparł Geary. — Popełniła pani poważny błąd. Jak i pozostali dowódcy jednostek z eskorty. Ale w odróżnieniu od kilku dowódców okrętów, którzy wzięli udział w buncie, potrafiła się pani przyznać do winy. Miała pani także odwagę i honor pozostać przy Niezwyciężonym w najtrudniejszych chwilach. Widziałem to na własne oczy. Mając to na względzie, dam pani jeszcze jedną szansę. Czy pozostanie pani wierna tej flocie bez względu na okoliczności, komandorze Gaes?

— Tak jest!

— Zatem proszę mi pokazać, jak dobrym oficerem potrafi pani być. To dotyczy także pozostałych. Nie będę ukrywał, że znajdziecie się pod moją baczną obserwacją. Mam nadzieję, że tyle jesteście w stanie znieść?

Gaes spojrzała Geary’emu prosto w twarz, z jej oczu wciąż wyzierał strach.