Выбрать главу

— To byłoby poświadczenie nieprawdy, kapitanie — powiedział niedbale Mike i głośno siorbiąc napił się kawy. — Nie nauczyli was w West Point, że nieładnie jest donosić na kolegów?

— Mamy obowiązek meldowania o… nieodpowiednim zachowaniu. Odwołam prezentację, jeśli uznam, że nie jest pan w stanie odpowiadać kulturalnie na pytania. Proszę mi wierzyć, znam przepisy i wiem, jak się nimi posługiwać. Jeśli generał Horner pana nie odwoła, mogę zwrócić się do kogoś innego.

Mike uśmiechnął się spokojnie. Wyglądał przez chwilę jak budzący się z drzemki tygrys.

— Bardzo dobrze, kapitanie, mam następujące uwagi. Po pierwsze, mam już dosyć biurokratów. To właśnie ci zagrzebani w papierach zasrańcy z tyłów wysłali mnie do maszynki do mięsa na Diess i chcą powtórzyć to tutaj, na Ziemi. Jest pan więc najgorszą osobą, jaką mogli przysłać, żeby podnieść mnie na duchu. Skoro Jack o tym wie, to musi być jakiś test. A ja nie mam nastroju do testów, czego nie omieszkam mu powiedzieć, kiedy tylko go spotkam. Po drugie, będę składał najwyższym dowódcom amerykańskiej obrony narodowej raport na temat użycia jednostek pancerzy wspomaganych.

Jak sądzę, istnieje tylko jedna szansa na dziesięć, że w ogóle zwrócą uwagę na moje słowa, mimo że takie są zalecenia ich przełożonego. Bez wątpienia opracujemy plan strategiczno-logistyczny i jednostki pancerzy wspomaganych zostaną użyte albo jako mięso armatnie, albo ostatnia deska ratunku. W pierwszym przypadku zostaną pozbawione wsparcia artylerii i razem z konwencjonalnymi oddziałami rzucone Posleenom na pożarcie w otwartym polu. Będzie się od nich oczekiwać, że powstrzymają wrogie wojska bez wsparcia na flankach i zaplecza logistycznego. W większości przypadków wypstrykają się z zasobów, zostaną otoczone i zniszczone.

Spotka to pewnie ze trzy bataliony w ciągu pierwszego miesiąca starć na wschodnim i zachodnim wybrzeżu. I będzie to całkowicie niezgodne z zalecaną doktryną. W drugim przypadku jednostki pancerzy wspomaganych wyśle się do piekła, gdzie mogą pomóc jedynie wybuchy jądrowe. Znowu będą na nieprzygotowanych pozycjach. Otrzymają rozkaz wytrwania tak długo, jak Spartanie pod Termopilami, a potem spotka je ten sam los. Wynika to również z faktu, że idące za nimi wojska albo będą nieskuteczne, albo boleśnie przecenione. Ten scenariusz będzie się powtarzał przez cały czas trwania inwazji. I znowu będzie to sprzeczne z zalecaną doktryną.

Tymczasem starsi oficerowie będą narzekać, że piechota mobilna marnotrawi fundusze, które przeznaczone na konwencjonalny sprzęt dałyby znacznie lepsze rezultaty. Ci, którzy najwięcej narzekają, będą najbardziej gardłować, kiedy jednostki pancerzy wspomaganych zostaną zniszczone z powodu ich niewłaściwego wykorzystania, i klęska ta będzie argumentem na rzecz słuszności ich wywodów. Oczywiście nikt nawet nie pomyśli o wysłaniu w to samo miejsce wojsk konwencjonalnych. A przez cały ten czas my, czyli jednostki pancerzy wspomaganych, będziemy patrzeć, jak zmniejsza się nasza liczebność na skutek braku posiłków. To będzie jak samobójstwo przy użyciu arszeniku: powolna śmierć w okrutnych męczarniach.

Kapitan Jackson pomyślał chwilę nad tą tyradą oficera Sił Uderzeniowych Floty.

— Ma pan więc okazję zmusić ich, żeby przejrzeli na oczy — powiedział w końcu.

— Kapitanie, czytał pan kiedyś „Kraj Ślepców”?

— Nie.

— Otóż jednooki bynajmniej nie został królem!

19

Richmond, Wirginia, Stany Zjednoczone Ameryki, Sol III
12:32 letniego czasu wschodniego USA
19 września 2004

— Jestem John Keene. — Wysoki, dystyngowany inżynier uścisnął dłoń sierżanta Zielonych Beretów, który przyjechał po niego na lotnisko.

— Sierżant Frank Mueller.

— Mogłem wziąć taksówkę — powiedział inżynier, kiedy szli przez lotnisko w Richmond.

Wokół kręciło się znacznie więcej palaczy, niż na jakimkolwiek lotnisku. Cały teren portu lotniczego był właściwie strefą dla palących, z wyjątkiem wydzielonych gdzieniegdzie pomieszczeń dla niepalących. Inżynier prawie poczuł ochotę na cygaro.

— Nie, nie mógł pan, żadne nie jeżdżą. A poza tym i tak nie byłem zbyt zajęty. Ma pan jakieś bagaże?

Keene wskazał na małą torbę i aktówkę, które trzymał w rękach.

— Jaką rolę pełnią w tym wszystkim Siły Specjalne? — zapytał.

— W projekcie obrony Richmond? — Mueller wziął od Keene’a torbę. — Niewielką. Wirginia ma swoją grupę do zadań specjalnych.

Przysłano nas do wsparcia programu szkoleniowego miejscowej obrony. Ale zajmuje się tym już grupa dwudziesta, więc dopóki nie ogłoszono Programu Fortec głównie siedzieliśmy na dupie, czekając, aż będziemy mogli wrócić do Atlanty. Miejscowy dowódca korpusu znał z dawnych czasów szefa naszego zespołu, więc zrobił nas czymś w rodzaju Generalnego Inspektoratu. Kiedy pojawia się jakiś problem, wysyłają nas, żebyśmy się nim zajęli. Na przykład kiedy trzeba odebrać z lotniska wybitnego specjalistę w dziedzinie inżynierii obronnej umocnień…

— Nie jestem aż takim specjalistą — powiedział skromnie inżynier.

Zanim przypadła mu w udziale praca nad projektem regionalnego centrum obrony północno-zachodniej Georgii, był szanowanym, ale niczym niewyróżniającym się inżynierem budownictwa w Atlancie, dosłownie jednym z tysięcy. Jednak w miarę postępu projektu jego nowatorskie pomysły, sugerujące niemalże konszachty z diabłem, wyniosły go na szczyt hierarchii „inżynierów obrony kontynentalnej”.

— Widziałem raporty centrum obrony planetarnej w Fort Mountain — powiedział Mueller. — Zgłosił pan więcej nowatorskich rozwiązań niż którykolwiek z siedmiu pracujących nad tym zagadnieniem inżynierów. To samo dotyczy Chattanoogi. Richmond będzie potrzebować nowatorskich pomysłów, żeby przetrwać.

— Tak samo jak Atlanta, gdzie są teraz moja była żona i córka.

Rozumie pan więc, że wolałbym być tam.

— Wróci pan, i my także. Stacjonujemy właśnie w Atlancie. Ale w Richmond też mamy sprawy do załatwienia.

— W czym tkwi problem? — zapytał Keene i rozejrzał się po lotnisku.

Od razu zauważył, że teren jest płaski, co będzie działać na korzyść Posleenów. Ale, cholera, wszystkie lotniska są takie same.

— Teren albo właściwie brak terenu — powiedział Mueller, jakby czytał w myślach Keene’a. — Kiedy byłem analitykiem topograficznym, nazywaliśmy obszar wokół Richmond, z wyjątkiem rzeki James i kilku wzgórz, mikroterenem. Z wojskowego punktu widzenia jest tu płasko jak na patelni. Nie wiem, czemu w ogóle postanowiono bronić tego miasta.

— Polityka, historia i jego wielkość — odpowiedział inżynier. — Z tych samych powodów wybrano Atlantę, chociaż ma takie same problemy. Cholera, w Atlancie nie ma nawet porządnej rzeki. Posleeni mogą przekroczyć Chattahoochee w dowolnie wybranym miejscu. I co ja mam z tym zrobić? Nie mogę przecież przyprowadzić góry do Mahometa.

— Może się pan rozejrzy i coś wymyśli? — Mueller podszedł do samochodu, starego, białego forda taurusa zaparkowanego pod zakazem parkowania. Rzucił torbę inżyniera na tylne siedzenie, z przedniej szyby zdjął plakietkę z napisem „Agencja Planowania Obrony Richmond, Sprawa Służbowa”, po czym wyjął zza wycieraczki mandat i wrzucił go do schowka na rękawiczki, na stos innych.

— Ma pan dla mnie jeszcze jakieś informacje? — zapytał Keene i uśmiechnął się na widok tego małego przedstawienia.