Zaparkowałam i weszłam szybko do środka. Biuro było niewielkie. Podłoga wyłożona linoleum, trupiozielone ściany i kontuar przecinający pomieszczenie na pół. Po drugiej stronie stały dwa biurka i szafki na dokumenty.
Zza biurka wstała kobieta i stanęła za kontuarem, na którym dostrzegłam tabliczkę z napisem MARTHA DEETER, OBSŁUGA KLIENTÓW. Doszłam do wniosku, że to właśnie Martha.
W czym mogę pomóc? – spytała. Przedstawiłam się jako siostrzenica Freda i powiedziałam, że szukam wuja.
Pamiętam, że z nim rozmawiałam – przyznała. -Wrócił do domu po czek i już się nie pojawił. Nigdy by mi nie przyszło do głowy, że coś mu się stało. Pomyślałam po prostu, że zrezygnował. Przychodzi tu mnóstwo ludzi, którzy próbują coś wyciągnąć.
Forsę.
Właśnie. Dlatego wysłałam go po czek. Ci starzy są najgorsi, mają niewielkie dochody i powiedzą wszystko, byle wyciągnąć dolara.
Przy drugim biurku siedział mężczyzna. Wstał i podszedł do Marthy.
Może mógłbym pomóc w tej sprawie. Jestem księgowym i zdaje mi się, że to mój problem. Mówiąc prawdę, zdarzało się to już w przeszłości. To przez komputer. Nie chce uwzględniać pewnych klientów.
Martha zniecierpliwiona postukała w kontuar.
To nie komputer. Są po prostu ludzie, którzy wykorzystują sytuację. Sądzą, że to w porządku nabierać dużą firmę.
Mężczyzna obdarzył mnie zdawkowym uśmiechem i wyciągnął dłoń.
Lany Upinski. Dopilnuję, żeby zrobiono porządek z tym rachunkiem.
Martha nie wyglądała na zadowoloną.
Uważam, że powinniśmy zobaczyć czek – powiedziała.
Na litość boską – zniecierpliwił się Lipinski. – Człowiek zniknął w środku dnia. Miał prawdopodobnie ten czek przy sobie. Jak ma ci go pokazać?
Załóżmy, że państwo Shutz byli naszymi klientami od lat. Muszą mieć w takim razie czeki z poprzednich kwartałów – odparła.
Nie do wiary – zdenerwował się Lipinski. – Daj spokój. To komputer. Pamiętasz, co było w zeszłym miesiącu? Mieliśmy ten sam problem.
To nie komputer.
Komputer.
Nie.
Tak.
Wycofałam się z biura i wyszłam na zewnątrz. Nie zamierzałam być świadkiem awantury. Jeśli Fred zamierzał „się obłowić”, jak sam powiedział, to na pewno nic by nie wskórał z tą dwójką.
Pół godziny później byłam z powrotem u Yinniego. Drzwi do jego pokoju były zamknięte, a na biurku Connie nie leżał ani jeden wniosek o ściganie zbiegów. Lula i Connie dyskutowały o pieczeni rzymskiej.
To obrzydliwe – zauważyła Lula, spoglądając na kanapkę Connie. – Kto słyszał, żeby kłaść majonez na pieczeń? Wszycy wiedzą^ że trzeba ją przyprawić ketchupem. Nie jakimś durnym majonezem. Co to jest, włoskie żarcie czy jak?
Connie pokazała Luli wyprostowany środkowy palec.
To jest włoskie żarcie.
Podkradłam kukurydzianego chipsa z paczki na biurku
Connie.
No i jak poszło? – spytałam. – Wszystko w porządku między tobą a Mokrym?
Nieźle całuje – odparła Lula. – Z początku się nie przykładał, ale już po chwili dał z siebie wszystko.
Ścigam Briggsa – oświadczyłam. – Chcesz pojechać w charakterze obstawy?
Pewnie - odparła Lula, wciągając bluzę przez głowę. – Lepsze to niż siedzenie tutaj. Cholernie dziś nudno. – Pokazała kluczyki w dłoni. – Poprowadzę. Skrzeczy ci radio w tym twoim buicku, a ja muszę mieć dolby. Potrzebuję nastrojowej muzyki. Muszę złapać natchnienie, zanim skopię komuś tyłek.
Nie kopiemy nikogo w tyłek. Stosujemy łagodną perswazję.
Może być – oświadczyła Lula.
Ruszyłam za nią do samochodu. Zapięłyśmy pasy, a po chwili zaskoczył odtwarzacz CD i basy niemal uniosły nas nad ziemią.
No to jaki jest plan? – spytała Lula, zajeżdżając na parking pod domem Briggsa. – Musimy mieć jakiś plan.
Plan jest taki, że zapukamy do jego drzwi i okłamie- my go.
Pasuje – oświadczyła Lula. – Uwielbiam kłamać. Mogłabym cię okłamać na śmierć.
Przeszłyśmy przez parking i ruszyłyśmy po schodach. Na korytarzu nie było żywej duszy, a z mieszkania Briggsa nie dochodziły żadne odgłosy.
Rozpłaszczyłam się na ścianie, żeby nie było mnie widać, a Lula zapukała dwa razy do drzwi.
No i jak? – spytała. – Wyglądam okay? Ani śladu groźby. Ta twarz mówi: „No dalej, pojebańcu, otwieraj”.
Gdybym ujrzała Lulę po drugiej stronie swoich drzwi, z tym pokojowym wyrazem twarzy, to wlazłabym ze strachu pod łóżko. Ale ja to ja.
Dzień dobry – powiedziała Lula. – Mieszkam piętro niżej, mam tu petycję do podpisania. W związku z podwyżką czynszu.
Nie słyszałem o żadnej podwyżce czynszu – oświadczył Briggs. – Nikt mi nic nie mówił.
Nieważne, i tak go podniosą – pocieszyła Briggsa Lula.
Skurwysyny – skomentował Briggs. – Zawsze coś wykombinują w tym cholernym domu. Nie wiem, po co tu siedzę.
Ze względu na niski czynsz? – zainteresowała się Lula. Drzwi się zamknęły, zgrzytnął łańcuch, i po chwili otworzyły się na oścież.
Hej! – zawołał Briggs, kiedy razem z Lula wcisnęłyśmy się do mieszkania. – Nie możecie się do mnie wdzierać. To podstęp.
Jesteśmy łowczyniami nagród – wyjaśniła Lula. -Możemy się wdzierać, jeśli chcemy. Mamy prawo.
Nie macie żadnego prawa – zaprotestował Briggs. -Oskarżenie jest lipne. To był nóż ozdobny. Grawerowany.
Nóż ozdobny – powtórzyła ironicznie Lula. – Akurat taki mały facet, jak ty, nosiłby przy sobie ozdobny nóż.
Właśnie – odparł Briggs. – Jestem niesłusznie oskarżony.
Nie ma znaczenia – oświadczyła Lula. -1 tak musisz iść z nami do ciupy.
Pracuję właśnie nad wielkim projektem. Nie mam czasu.
Hm – mruknęła Lula. – Pozwól, że ci wyjaśnię, jak działa system. Mija termin, nie ma zmiłuj.
Briggs zacisnął usta i skrzyżował ręce na piersi.
Nie zmusicie mnie, żebym z wami poszedł.
Oczywiście, że zmusimy – powiedziała Lula. – Jesteś tylko małą miernotą. Jak zechcemy, to zaśpiewasz cienko kołysankę. Nie zrobimy tego oczywiście, bo jesteśmy profesjonalistkami.
Wyciągnęłam z tylnej kieszeni kajdanki i zapięłam jedną bransoletkę na nadgarstku Briggsa.
Briggs popatrzył na kajdanki jak na obrzydliwego robala.
Co to jest?
Bez obaw – wyjaśniłam. – Standardowa procedura.
Eeeeeee! – wrzasnął przeraźliwie. – Eeeeeee!
Przestań! – krzyknęła Lula. – Drzesz się jak baba. Ciarki mnie przechodzą.
Zaczął biegać po pokoju i wymachiwać rękami, nie przestając wrzeszczeć.
Eeeeeee!
Złap go – powiedziała Lula.
Eeeeeee!
Próbowałam chwycić za kajdanki, ale nie udało mi się.
Stój w miejscu – rozkazałam.
Briggs przemknął obok oszołomionej Luli, która zastygła w miejscu jak przyśrubowana, i wybiegł na korytarz.
Złap go! – wrzasnęłam, przyskakując do niej. – Nie pozwól mu uciec!
Wypchnęłam ją za drzwi i rzuciłyśmy się po schodach za Briggsem.
Briggs pokonał nieduży hol na dole, wypadł przez drzwi i pobiegł na parking.
Cholera – zaklęła Lula. – Słyszę, jak tupie tymi swoimi nóżkami, ale nie widzę go. Schował się między samochodami.
Rozdzieliłyśmy się i ruszyłyśmy na parking. Lula z jednej strony, ja z drugiej. Przystanęłyśmy na samym końcu, nasłuchując kroków.
Już go nie słyszę – oświadczyła Lula. – Biegnie teraz na paluszkach.
Ruszyłyśmy z powrotem, gdy dostrzegłyśmy Briggsa. Wynurzył się zza narożnika budynku i wbiegł do środka.
Jak rany! – wrzasnęła Lula. – Pryska do mieszkania.
Popędziłyśmy przez parking prosto do drzwi, po czym wbiegłyśmy po schodach, pokonując po dwa stopnie naraz. Kiedy dotarłyśmy pod mieszkanie Briggsa, drzwi były już zamknięte na amen.