Zastanawiałem się przez kilka dni. Potem pojechałem do sławetnego biura Boba Lombroso i całą sprawę zrzuciłem na niego.
— Mam pewien problem ze sfery taktyki politycznej — powiedziałem.
— Czemu przychodzisz z tym do mnie, zamiast do Haiga Mardikiana? On jest naszym strategiem.
— Ponieważ mój problem dotyczy zatajenia poufnych informacji o Quinnie. Dowiedziałem się czegoś, co zapewne chciałby wiedzieć Quinn, ale nie mogę mu o tym powiedzieć. Mardikian jest tak entuzjastycznym zwolennikiem burmistrza, że może wyciągnąć ze mnie całą tę historię pod przysięgą zachowania tajemnicy, a potem od razu do niego pobiegnie.
— Ja także jestem entuzjastycznym zwolennikiem Quinna — powiedział Lombroso. — Ty jesteś entuzjastycznym zwolennikiem Quinna.
— Tak. Ale nie jesteś aż tak entuzjastyczny, żeby z tego powodu zawieść zaufanie przyjaciela.
— A uważasz, że Haig by to zrobił?
— Mógłby.
— Zmartwiłby się, gdyby wiedział, jak go oceniasz.
— Wiem, że ty mu o tym nie doniesiesz. Po prostu wiem. Lombroso nie odpowiedział, stanął tylko na wspaniałym tle swych średniowiecznych skarbów, zanurzył głęboko palce w gęstą, czarną brodę i przyglądał mi się badawczo swymi przeszywającymi oczami. Zapadła długa, denerwująca cisza. Mimo to czułem, że postąpiłem słusznie przychodząc do niego zamiast do Mardikiana. Lombroso był zrównoważonym, skupionym i nieprzekupnym człowiekiem, najrozsądniejszym i najsolidniejszym członkiem naszego zespołu, zachowującym całkowitą niezależność sądów. Jeżeli się co do niego pomyliłem, byłem skończony.
— Zgoda? Nie powtórzysz niczego, co ci dzisiaj powiem? — spytałem w końcu.
— To zależy.
— Od czego?
— Od tego, czy zgodzę się z tobą, że będzie najlepiej zataić to, co chcesz zataić.
— Powiem ci, o co chodzi, a ty dopiero wtedy podejmiesz decyzje?
— Tak.
— Nie mogę tego zrobić, Bob.
— Więc do mnie również nie masz zaufania? Myślałem przez chwilę. Intuicja mówiła mi, żebym się śmiało przyznał do wszystkiego. Ostrożność natomiast przestrzegała, że istnieje możliwość, iż Lombroso zlekceważy moje racje i powtórzy całą historię Quinnowi.
— No dobra — powiedziałem. — Opowiem ci. Mam nadzieję, że cokolwiek usłyszysz pozostanie między nami.
— Mów — powiedział Lombroso. Odetchnąłem głęboko.
— Kilka dni temu jadłem lunch z Carvajalem. Oznajmił mi, że Quinn poczyni kilka złośliwych uwag pod adresem Izraela podczas przemówienia na uroczystości otwarcia Banku Kuwejckiego na początku przyszłego miesiąca, i że urazi to wielu tutejszych wyborców żydowskich, wzmagając niechęć społeczności żydowskiej do Quinna. Nie wiedziałem nawet, że taka niechęć w ogóle istnieje, ale Carvajal twierdzi, iż jest już poważna i prawdopodobnie w najbliższym czasie jeszcze się pogłębi.
Lombroso zmierzył mnie badawczym spojrzeniem.
— Czyś ty oszalał, Lew?
— Niewykluczone. Dlaczego?
— Naprawdę wierzysz, że Carvajal widzi przyszłość?
— On gra na giełdzie tak, jak gdyby czytał gazety z przyszłego miesiąca, Bob. Podpowiedział nam, że Leydecker umrze i Socorro zajmie jego miejsce. Powiedział nam o Gilmartinie. Powiedział…
— Żelowanie ropy, tak. Wiec facet poprawnie przewiduje. Zdaje się, że kiedyś odbyliśmy już podobną rozmowę, Lew.
— On nie przewiduje. Ja przewiduję. On widzi. Lombroso przyglądał mi się przez dłuższą chwilę. Usiłował sprawiać wrażenie cierpliwego i wyrozumiałego, ale w rzeczywistości był zakłopotany. Bob jest przede wszystkim człowiekiem rozumu, a ja przemawiałem do niego jak szaleniec.
— Uważasz, że Carvajal może przewidzieć treść zaimprowizowanego wystąpienia, które zostanie wygłoszone dopiero za trzy tygodnie?
— Tak.
— Jak to możliwe?
Pomyślałem o wykresie, który Carvajal narysował na obrusie i o dwóch strumieniach czasu, płynących w przeciwnych kierunkach. Nie mogłem nawet spróbować sprzedać tego Lombroso.
— Nie wiem — powiedziałem. — Nie mam pojęcia. Przyjmuję to na wiarę. Przedstawił mi dostateczną ilość dowodów i jestem pewny, że może to zrobić, Bob.
Lombroso nie wyglądał na przekonanego.
— Po raz pierwszy słyszę, że Quinn ma kłopoty z żydowskimi wyborcami — powiedział. — Masz na to dowody? Co wykazują twoje ankiety?
— Nic. Na razie nic.
— Na razie nic? A kiedy pojawią się oznaki niezadowolenia?
— Za kilka miesięcy, Bob. Carvajal utrzymuje, że „Times” opublikuje na jesieni obszerny artykuł o tym, dlaczego Quinn traci poparcie Żydów.
— Nie sądzisz, Lew, że gdyby Quinn istotnie wszedł w konflikt z Żydami, to dowiedziałbym się o tym dość szybko?
A z tego co słyszę, jest wśród nich najpopularniejszym burmistrzem od czasów Beame’a[35], a może nawet LaGuardii.
— Jesteś milionerem, podobnie jak twoi przyjaciele — powiedziałem. — Przestając z milionerami nie masz dostępu do próbki reprezentatywnej opinii społecznej. Nie jesteś nawet przeciętnym Żydem, Bob. Sam mi to mówiłeś: jesteś sefardyjczykiem[36], Żydem łacińskim, sefaradyjczycy zaś stanowią elitę, mniejszość, drobną, arystokratyczną kastę, która ma bardzo niewiele wspólnego z panią Goldstein czy z panem Rosenblumem. Quinn traci być może poparcie stu Rosenblumów dziennie, ale te informacje nie dotrą do twego tłumu Spinozów[37] i Cardozosów[38], dopóki ich nie przeczytają w „Timesie”. Nie mam racji?
Lombroso wzruszył ramionami i powiedział:
— Przyznaję, że jest w tym nieco prawdy. Ale odbiegamy chyba od tematu. W czym leży właściwy problem, Lew?
— Chcę ostrzec Quinna, żeby nie wygłaszał tego kuwejckiego przemówienia, albo żeby powstrzymał się od złośliwości pod adresem Izraela. Tymczasem Carvajal nie pozwała mi wspomnieć Quinnowi o tym ani słowem.
— Nie pozwala?
— Twierdzi, że przemówienie musi zostać wygłoszone tak, jak je usłyszał. Jeżeli zrobię cokolwiek, co mogłoby odwieść Quinna od postępowania zgodnie ze scenariuszem na ten dzień, Carvajal grozi mi zerwaniem znajomości.
Wzburzony i zasępiony Lombroso powoli spacerował w kółko po gabinecie.
— Nie wiem, co tu jest większym szaleństwem — odezwał się w końcu. — Wierzyć, że Carvajal widzi przyszłość, czy bać się, że spełni swoje groźby, jeżeli przekażesz jego przeczucia Quinnowi.
— To nie są przeczucia. To prawdziwe wizje.
— W twoim mniemaniu.
— Bob, niczego nie pragnę bardziej, niż tego, żeby Paul Quinn sięgnął po najwyższy urząd w tym kraju. Nie wolno mi zatajać przed nim informacji, zwłaszcza gdy znalazłem tak unikalne źródło jak Carvajal.
— Carvajal może być tylko…
— Wierzę w niego bez żadnych zastrzeżeń! — odrzekłem z pasją, która zaskoczyła mnie samego, bo do tej chwili żywiłem zastarzałe wątpliwości co do mocy Carvajala, teraz zaś byłem całkowicie przekonany że jest prawdziwa. — Dlatego nie mogę ryzykować zerwania z nim stosunków.
— Więc powiedz Quinnowi o przemówieniu kuwejckim. Jeżeli go nie wygłosi, to skąd Carvajal się dowie, że to ty ponosisz za to odpowiedzialność?
— Dowie się.
— Możemy ogłosić, że Quinn jest chory. Możemy nawet umieścić go na jeden dzień w szpitalu Bellevue i poddać okresowym badaniom lekarskim. Możemy…
— Dowie się.
— No to podsuńmy Quinnowi, żeby złagodził wszelkie uwagi, które można by odczytać jako antyizraelskie.
35
Abraham Beame (1906) — burmistrz Nowego Jorku (1974–1977), pierwszy nowojorski burmistrz żydowskiego pochodzenia.
36
Żydzi sefardyjscy — Żydzi hiszpańscy, w odróżnieniu od Żydów polsko-niemieckich (aszkenazów). Stanowili tylko 10% Żydów europejskich, ale osiągnęli wysoki poziom kultury i wielkie wpływy ekonomiczne. Zasłynęli jako bankierzy, filozofowie i lekarze. Po wygnaniu z Hiszpanii (1492) osiedlali się głównie w zachodniej i południowej Europie, później także w Stanach Zjednoczonych.
37
Baruch Spinoza — (1632–1677) — sławny filozof żydowski działający w Holandii, jeden z najbardziej wpływowych myślicieli czasów nowożytnych.
38
Benjamin Nathan Cardozo (1870–1938) — prawnik amerykański żydowskiego pochodzenia, aktywny działacz żydowski, sędzia Sądu Najwyższego, współtwórca tzw. funkcjonalizmu prawniczego.