Выбрать главу

Portret pamięciowy mordercy ciągle leżał na stoliku, tam, gdzie go rzuciła.

Wzięła go ponownie do ręki i przyjrzała się twarzy mężczyzny. Nagle zadrżała, podarła kartkę na drobne kawałeczki i wrzuciła do ognia. Buchnął z nich czarny dym, kończąc coś, co nigdy się na dobre nie rozpoczęło.

Wzięła prysznic, założyła T-shirt i różowe szorty, wyszczotkowała włosy i nakremowała twarz. Dziennik telewizyjny migał w tle codziennymi obrazami grozy, ale nie słuchała. Aż do chwili, gdy spiker powiedział:

„W Bostonie poszukuje się seryjnego mordercy, po tym, jak próbki DNA zebrane z ciał trzech młodych ofiar okazały się identyczne.

Na ekranie ukazała się fotografia ładnej, młodej kobiety.

Ostatnia ofiara, Summer Young, miała dwadzieścia jeden lat, była absolwentką filadelfijskiego liceum i studentką szkoły medycznej na Uniwersytecie Bostońskim. Podobnie jak Mary Jane Latimer i Rachel Kleinfeld, została ogłuszona, a następnie zgwałcona. Wykrwawiła się na odludnej plaży, gdzie zostawił ją morderca.

Bostoński departament policji sporządził portret pamięciowy zabójcy. Jeżeli ktoś znał lub widział tego mężczyznę, proszę skontaktować się z policją pod numerem telefonu widocznym w dole ekranu. Gwarantuje się pełną anonimowość.

Nagle ekran wypełniła twarz mordercy, podczas gdy spiker podawał jego domniemany wzrost i budowę ciała, oraz opis samochodu, który prowadził.

Twarz domniemanego zabójcy Summer Young, Mary Jane Latimer i Rachel Kleinfeld – zakończył spiker. – Każdy, kto może pomóc w ujęciu mordercy proszony jest o natychmiastowe skontaktowanie się z bostońskim wydziałem policji.

Mal zrozumiała, dlaczego detektyw Harry Jordan do niej nie zadzwonił. Umieścił portret mordercy w telewizji krajowej bez niczyjej pomocy. Już jej nie potrzebował.

19.

Nazajutrz o siódmej rano Harry przeprowadził rower przez Louisberg Square. Zadyszany Squeeze dreptał mu po piętach. Zrobili ośmiomilową rundę od Boston Commo do ogrodu zoologicznego w parku Franklina. Jak zwykle miał ochotę na więcej, i, jak zwykle, nie miał już na to czasu.

Zostawił rower w holu, podał psu wodę, którą Squeeze wychłeptał hałaśliwie, potem ujął słuchawkę telefonu i zadzwonił do Mal. Nie mógł się doczekać, kiedy powie jej o tym, że telewizja poszła na współpracę. Zmarszczył czoło, kiedy odpowiedziała mu automatyczna sekretarka.

Dzwonię – powiedział szybko. – Złapię cię później.

Wskoczył pod prysznic, przejechał elektryczną maszynką do golenia po brodzie, ubrał się pośpiesznie i gwizdnął na psa. Był już w drzwiach, kiedy coś sobie przypomniał. Wrócił do sypialni, przesunął szybko szczotką po włosach i wybiegł z domu.

W „Ruby” dzisiejsze kłęby nikotyny mieszały się z wczorajszymi. Zajął miejsce przy barze i zamówił kawę, dwa jajka sadzone na szynce i frytki. Zaciekawiło go, ile dymu z drugorzędnych papierosów wdycha tu codziennie przy śniadaniu. A także przy obiadach w ciągu dnia, piwie po pracy, a czasem przy kolacji. Potem powiedział sobie, że to bez znaczenia, skoro i tak z tego nie zrezygnuje.

Przynajmniej na razie. Nie pamiętał, żeby wczoraj coś jadł i umierał z głodu.

Doris nie pracowała tego ranka i psa ominęła smaczna przekąska. Wcisnął się między barowy stołek a kontuar i uzbroił w cierpliwość.

Harry jednym haustem wypił kawę, poprosił o dolewkę i poszedł do budki telefonicznej przy wejściu. Ponownie wykręcił numer Mal i znowu zgłosił się automat.

– Jest siódma trzydzieści, ranny ptaszku – powiedział. – Już w pracy? Mam nadzieję, że uszłaś cało z wczorajszego huraganu. Złapię cię w biurze.

Uśmiechnął się; jej głos na taśmie zawsze brzmiał tak, jakby naprawdę miała nadzieję, że ktoś zadzwoni – proszę zostawić wiadomość, choćby parę słów.

Pomyślał, że strasznie brak jej poczucia bezpieczeństwa, choć patrząc na nią, nikt by się tego nie domyślił. Była to jej dobrze strzeżona tajemnica, którą podzieliła się z nim i z nikim więcej.

Pochłaniając jajka i frytki, pomyślał, że gdyby podzieliła się z nim również resztą swoich tajemnic, byłaby szczęśliwszą kobietą. A on byłby szczęśliwszym mężczyzną.

Dzwonił do niej kilkanaście razy w ciągu dnia. Nie złapał jej w biurze, asystentka powiedziała, że wyszła. Nie, nie jest osiągalna pod żadnym numerem telefonu. Wieczorem zadzwonił do domu i znowu trafił na automat.

– Słuchaj – powiedział, zirytowany. – Jesteś cholernie nieuchwytna, a mnie kończą się dziesięciocentówki. Chciałem porozmawiać o tej randce. Pamiętasz chyba, że umówiliśmy się na randkę? Wiem, że to nagła propozycja, ale moja matka ma w piątek urodziny i urządza przyjęcie. Oczywiście, muszę pójść i pomyślałem sobie, że może poszłabyś ze mną? Tak, to trochę za wcześnie, zwalać ci na głowę całą rodzinę, ale poznałaś już mojego psa, możesz więc poznać resztę, a wtedy będziesz wiedziała o mnie wszystko.

Pomyślałem, że potem moglibyśmy wpaść do mojego ulubionego klubu i jeszcze w parę miejsc. A następnego dnia wybrać się do Vermontu. Mam tam domek.

Pochodzilibyśmy po górach, zostali na noc. Bez zobowiązań. Przysięgam – dodał z szerokim uśmiechem. – Zadzwoń do mnie, panno Malone, psze pani. Proszę! Przy odrobinie szczęścia będę w domu po dziesiątej.

A tak na marginesie, widziałaś portret w dzienniku? Drań okazał się jednak seryjnym mordercą.

Tego dnia nadeszły z laboratorium nowe informacje. Sweter był produkcji szkockiej, firmy Prigle, taki, jakie sprzedawano w sklepie „Neiman Marcus” w Bostonie. Niestety, od dobrych paru lat nie mieli tego modelu na składzie i nie wiedzieli, kto go kupił. Mogli mu natomiast powiedzieć, że był to czarny, kaszmirowy półgolf w cenie trzystu sześćdziesięciu pięciu dolarów. Sprzedawał się dobrze i nigdy nie był na przecenie.

– Nasz człowiek siedzi na forsie, Rossetti – powiedział Harry tego wieczoru, nad kuflem piwa w pubie przy Charles Street. Piwo pił tylko on, Rossetti zamówił martini z wódką i z cebulą zamiast oliwki.

Harry spojrzał na niego z ukosa.

– Wydaje ci się, że jesteś James Bond, czy co?

– Jesteś zacofany, Profesorku. W dzisiejszych czasach w eleganckim świecie pije się wyłącznie martini. Kobiety to uwielbiają. Uważają, że to szykowne.

– Kieliszek białego wina już nie wystarcza? Rossetti roześmiał się.

– No widzisz? Mówiłem, że jesteś zacofany. Nie dotarłeś nawet do etapu margarity. Co zaproponujesz Malone, jeżeli w ogóle uda ci się z nią umówić?

– Szampana – odparł Harry. – Oboje go lubimy – zastanawiał się czy oddzwoniła, czy będą się tak mijali do końca życia i już nigdy nie usłyszy jej głosu. Zamierzał pójść prosto z pracy do domu, ale Rossetti chciał przedstawić go swojej nowej dziewczynie.

– Nowej kobiecie – sprostował Rossetti. – A oto i ona! – poprawił węzeł żółtego, jedwabnego krawata i obiema rękami przygładził włosy.

Kobieta, przebijająca się przez tłum w stronę baru, była drobna, bardzo młoda i bardzo ładna. Rossetti zaborczo pochwycił jej rękę, cmoknął w usta i objął ramieniem, leciutko popychając naprzód.

– Vanessa – powiedział z dumą – chciałbym ci przedstawić mojego kumpla z policji. Ma na imię Harry i zazwyczaj paraduje z kundlem o imieniu Squeeze. Dziś jest wyjątek, ponieważ nie wpuszczają tu psów. Zresztą ten lokal jest niegodny Squeeze’a.

Roześmiała się.

Co wobec tego powiesz o mnie?

– Ciebie niegodne jest wszystko z wyjątkiem nieba – odparł zaglądając jej czule w oczy.

– Miło cię poznać, Harry – powiedziała Vanessa, wyciągając rękę.

– Przykro mi z powodu Squeeze’a.

Harry pomyślał, że jest nie tylko ładna, ale i miła.