Выбрать главу

– Pieski świat – powiedział, podnosząc jej dłoń do ust. Rossetti aż gwizdnął z podziwu.

– Zaraz, zaraz, to ja miałem być latynoskim kochankiem, pamiętasz? Okay, Vanessa, czego się napijesz?

– Wodę Perrier z cytryną.

Harry uniósł pytająco brwi, zerkając na martini.

– Jakby to wyglądało, gdyby policjant kupował alkohol nieletniej? – zapytała Vanessa.

Rossetti klepnął się w czoło.

Zapomniałem! Nie, nie zapomniałem. W ogóle nie wiedziałem. Jak długo się spotykamy? Dwa tygodnie.

– A ile ty masz właściwie lat?

– W przyszłym miesiącu kończę dwadzieścia jeden.

– Wspaniale! – zawołał z ulgą. – Urządzimy przyjęcie. Możesz zaprosić Harry’ego. Trochę życia towarzyskiego mu nie zaszkodzi.

Zmierzyła Harry’ego jednym spojrzeniem.

– Wydaje mi się, że Harry potrafi zorganizować sobie własne życie towarzyskie.

Ale jeżeli urządzimy imprezę, będzie na niej mile widziany.

Harry opróżnił kufel.

– Dzięki za uznanie, Vanesso. Zostawiam was samych, żebyście mogli zaplanować wszystko ze szczegółami. Miło było cię poznać.

Powiedział im „dobranoc” i ruszył ulicą do miejsca, gdzie stał jaguar. Squeeze wysunął nos przez uchylone okno, pełen nadziei, zabrał go więc na szybki spacer.

Za rogiem natknął się na stalowoszare volvo. Błyskawicznie przypomniał sobie numery rejestracyjne wozu ze szpitalnego parkingu. Jaki ten Boston jest jednak mały, pomyślał i przeczytał nazwę restauracji, przed którą stało volvo. Na każdym rogu człowiek wpada na kogoś znajomego.

W drodze do domu zatrzymał się jeszcze w „Au Bon Pain” i, mając w pamięci kanapkę, którą Mal przyrządziła mu poprzedniego wieczoru, kupił indyka i majonez. Potem szybko pojechał do domu i sprawdził automatyczną sekretarkę.

Mrugała zachęcająco więc niecierpliwie wcisnął „play”.

Uśmiechnął się, usłyszawszy głos Mal.

„Dziękuję za zaproszenie – powiedziała tonem, który oszroniłby okna.

– Niestety, weekend mam bardzo zajęty. I jeszcze jedno – portret pamięciowy, który u mnie zostawiłeś? Miał utorować ci drogę do mojego programu? Zdaje się, że poradziłeś sobie bez pomocy. Dobra robota, detektywie! Jak widać, opłaca się obstawiać wszystkie konie.”

Jęknął głośno.

Kurwa, Harry, zobacz coś narobił – mruknął pod nosem i cofnął taśmę, żeby się upewnić, czy dobrze słyszał. Za drugim razem brzmiało to jeszcze bardziej ostatecznie niż za pierwszym.

Powlókł się do kuchni i chlusnął do szklanki Jima Beama. Wrzucił parę kostek lodu i rozpoczął spacer po mieszkaniu, pytając sam siebie, jak się z tego wykaraskać.

Squeeze, o co tej babie chodzi? – stanął przed Squeezem, domagając się odpowiedzi. Pies spojrzał na niego z napięciem w jasnoniebieskich oczach.

– Jest nienormalna – powiedział Harry, podejmując spacer. – Ma źle w głowie.

Poprosiłem ją o pomoc, a ona wstała i wyszła, nie udzielając wyjaśnień. Potem umówiłem się z nią na randkę, a ona zachowuje się tak, jakbym ją śmiertelnie obraził.

Gotując się z gniewu, chwycił za telefon i wykręcił domowy numer Mal.

– Słucham? – powiedziała.

Po dwóch dniach rozmów z automatem usłyszał jej głos i odebrało mu mowę.

– Słucham! – powtórzyła.

– Do ciężkiej cholery, co to ma znaczyć?! Ta wiadomość?! – wrzasnął.

– Niestety, mam już inne plany na weekend? – powiedział przedrzeźniając ją. – Co to znaczy, panno Gwiazdo Malone, psze pani?! Jeżeli jesteś wkurwiona na mnie za ten portret pamięciowy, czemu, do kurwy nędzy, nie powiesz mi tego wprost?

– W porządku! – odwrzasnęła. – Mówię ci to teraz.

– Co jest z tym cholernym mordercą? Wyrzuć to z siebie. Zacisnęła palce na słuchawce.

Nic – wycedziła przez zęby. – W każdym razie, ciebie to nie dotyczy. Biegał po kuchni ze słuchawką przyciśniętą do ucha.

– A więc robimy wiele hałasu o nic, tak? Posłuchaj, Malone, mam dość twoich „nic”. Poprosiłem cię o spotkanie, a ty przyjęłaś zaproszenie. Zadzwoniłem – trochę późno, przyznaję, ale tak się ułożyły okoliczności. Ale zadzwoniłem. I zaprosiłem cię na weekend. Pytam teraz czy pojedziesz, czy nie?

Mal siedziała skulona w ulubionym fotelu przed kominkiem. Spojrzała na miejsce przy stoliku do kawy, gdzie przedwczoraj siedział Harry. Przypomniała sobie, jak było przyjemnie.

– Tak – powiedziała cicho.

– Tak… co? – Harry przesunął dłonią przez włosy. Nie mógł zrozumieć czy ona przyjmuje jego zaproszenie czy odrzuca.

– Pojadę z przyjemnością, Harry.

Odsunął słuchawkę od ucha, spojrzał najpierw na nią, potem na Squeeze’a. Nie wierzył własnym uszom. Powiedział zdumiony: Miałem rację, ona ma niedobrze w głowie.

– Mówisz poważnie? – Znowu przyłożył słuchawkę do ucha. – Pojedziesz ze mną? W piątek?

– Z przyjemnością – powiedziała cichutko. – Uważasz mnie pewnie za pomyloną, ale jest w tym portrecie coś, co mnie przeraża. Może świadomość, że to masowy morderca. Nie mogłam ci pomóc. Zresztą, już mnie nie potrzebujesz.

– Uważałaś, że cię wykorzystuję?

– A czy tak nie było?

– Może na początku. Ale nie teraz.

– Wierzę ci – powiedziała Mal. I tym razem naprawdę uwierzyła. Harry przestał miotać się po mieszkaniu. Opadł na fotel i Squeeze z wdzięcznością osunął się na podłogę. W głosie jego pana brzmiał śmiech, kiedy powiedział:

– Malone, dlaczego zawsze się kłócimy?

– To twoja wina. Zawsze pogłaszczesz mnie pod włos.

– Zabawne, ja myślałem, że to ty.

Mal odchyliła się na oparcie fotela w różyczki i poczuła, jak opuszcza ją napięcie.

– Myślisz, że będziemy się kłócili w ten weekend?

– Nie dopuszczę do tego. Akceptujesz program?

– Przyjęcie, kluby nocne, domek w górach? – wyliczyła z namysłem. – Może to być najbardziej burzliwy weekend w moim życiu – podkuliła pod siebie nagie stopy, wsuwając się głębiej w fotel.

– No wiesz, nie obiecuj sobie za wiele. Przyjęcia mojej matki są nieco sztywne – zlot „starej, ale jarej” gwardii dobrze urodzonych Nowoanglików. Nocne kluby przypominają raczej dzielnicowe meliny, a domek w górach jest po prostu domkiem w górach. Weź ciepłą piżamę i buty do wspinaczki.

– Zapamiętam.

Harry zawahał się. Musiał jej coś powiedzieć, a nie bardzo wiedział, jak to ująć. Nie chciał, by czuła się do czegoś zobowiązana, tylko dlatego że wyjadą razem na weekend. Nadal jej nie rozumiał i bał się spłoszyć – Mal, wspomniałem o „braku zobowiązań”. Mówiłem poważnie. Możemy pojechać jako para przyjaciół.

– Okay – powiedziała, ale w jej głosie usłyszał śmiech. – O której jest to przyjęcie?

– O ósmej. Kolacja o ósmej trzydzieści. Punktualnie o ósmej i punktualnie o ósmej trzydzieści, jak poinformowała mnie z naciskiem matka. Ma bzika na punkcie punktualności.

– Czyli jesteśmy ulepione z tej samej gliny.

– Przerażające!

– Umówmy się w „Ritz-Carltonie” – zaproponowała. – W barze. Powiedz tylko o której.

Jeżeli miał jakąś nadzieję, że zechce spędzić z nim noc, prysła jak przekłuty balonik.

– O siódmej – powiedział z nutką żalu w głosie.

– Harry…? – powiedziała znanym mu już, głębokim głosem.

– Tak, Malone?

– Nie mogę się doczekać?

Odłożyła słuchawkę. Czuła się jakby zdjęto z niej ogromny ciężar. Wydarzenia potoczyły się trochę inaczej niż planowała. Prawdę mówiąc, w ogóle nie zamierzała odpowiadać na jego telefon. Ale jej ręka sięgnęła po słuchawkę. Nie miała z tym nic wspólnego. A potem wyrzuciła z siebie cały gniew w dobrym, słownym pojedynku.