Выбрать главу

– Cieślą. Pracuje w Aurora Studios.

– Zgadza się, teraz sobie przypominam. Stawia tam dekoracje. Facet jest oczywistą ofiarą losu, lecz kobieta odkrywa ten fakt dopiero po dwunastu latach. Kiedy wyswobodziła się z małżeńskich więzów, kogo złapała na haczyk? Klon poprzedniej ciamajdy…

– Conley jest przynajmniej zdrowy na umyśle.

– Może i tak. Ale przyjrzyj się im obu. Bliźniaki. Tę kobietę po prostu pociągają tego typu mężczyźni. Kto wie, może Moody na początku również był czarusiem. Za kilka lat Conley na pewno się zmieni. Jak wszyscy frajerzy.

Odwróciła się i popatrzyła mi w oczy. Jej nozdrza rozszerzyły się, a ręka z papierosem niemal niezauważalnie zadrżała. Pewnie pod wpływem alkoholu lub emocji. A może z jednego i drugiego powodu równocześnie.

– Widzisz, Alex, też trafiłam na podobnego dupka i wyplątanie się z tego związku zajęło mi trochę czasu. Na szczęście nie powtórzyłam cholernego błędu przy pierwszej lepszej okazji. Gdy się nad tym wszystkim zastanawiam, zadaję sobie pytanie, czy kobiety kiedykolwiek zmądrzeją.

– Podejrzewam, że Mai Worthy nieprędko będzie zmuszony sprzedać swego bentleya – mruknąłem.

– Też tak myślę. Mai to zręczny chłopak. Przeprowadził mój rozwód, wiedziałeś o tym?

Udałem, że nie mam pojęcia.

– Z tego powodu prawdopodobnie nie powinnam prowadzić sprawy Darlene i Richarda, lecz kogo dziś obchodzi konflikt interesów. Moody to szalony facet, który zmarnował swoim dzieciom życie, i sądzę, że wydałam wyrok najlepszy z możliwych. Czy istnieje szansa, że rozpocznie terapię?

– Bardzo w to wątpię. Wcale nie uważa się za chorego.

– Oczywiście, że nie. Na tym właśnie polega szaleństwo. Wariat nie dopuszcza do siebie myśli o chorobie. Przyjmijmy, że Moody nie zabije eksżony… Wiesz, co się zdarzy, prawda?

– Kolejne rozprawy sądowe.

– Otóż to. Durkin co kilka tygodni będzie tu wracał, próbując obalić mój wyrok, a tymczasem Moody będzie nękać Jasnooką. Jeśli sytuacja taka przeciągnie się wystarczająco długo, trwale odbije się to na psychice dzieci.

Pełnym gracji krokiem wróciła do biurka, wyjęła z torebki puderniczkę i upudrowała nos.

– I tak bez końca. Biednej kobiecie, stale ciąganej po sądach, pozostaną tylko łzy i rozpacz. Niestety, nie będzie miała wyboru. – Rysy jej twarzy stwardniały. – Tyle że mnie ta sprawa nie powinna obchodzić, bo za dwa tygodnie idę na wcześniejszą emeryturę. Dobrze ulokowałam trochę grosza. I mam jednego wielkiego pożeracza pieniędzy, którym się muszę zająć. Winnicę w Napa. – Uśmiechnęła się. – Za rok o tej porze będę kosztować we własnej piwniczce nowy rocznik. Jeśli znajdziesz się w pobliżu, koniecznie mnie odwiedź.

– Dzięki, możesz być pewna, że to zrobię.

Odwróciła głowę i ze wzrokiem wbitym w dyplomy spytała:

– Masz przyjaciółkę, Alex?

– Tak. Jest teraz w Japonii.

– Tęsknisz za nią?

– Ogromnie.

– No, wyobrażam sobie. Wszyscy porządni faceci są już zajęci. – Wstała, co miało oznaczać zakończenie spotkania. – Cieszę się, że cię poznałam.

– Cała przyjemność po mojej stronie, Diane. Powodzenia z winnicą. Twój trunek był naprawdę znakomity.

– Z każdym rokiem będzie lepszy. Mam do tego nosa.

Mocno uścisnęła szczupłą dłonią moją rękę.

Mój seville tak się nagrzał na odkrytym parkingu, że oparzyłem sobie palce, dotykając klamki. Obecność tego człowieka wyczułem, zanim podszedł. Odwróciłem się, by stawić mu czoło.

– Przepraszam, doktorze. – Stał, patrząc zmrużonymi oczyma pod słońce. Jego czoło lśniło od potu, a pod pachami kanarkowa koszula przybrała musztardowy odcień.

– Nie mogę teraz rozmawiać, panie Moody.

– Tylko sekundkę, doktorze. Niech mi pan coś wytłumaczy. Chcę pojąć główne punkty orzeczenia. Chodzi mi jedynie o chwilę rozmowy, rozumie pan? – mówił pospiesznie, połykając sylaby. Kołysał się przy tym na obcasach, zerkając na boki. Na przemian uśmiechał się, krzywił i kiwał głową. Drapał się też co chwila po grdyce lub szczypał nos. Cała symfonia nieskoordynowanych ruchów. Nigdy nie widziałem go tak pobudzonego, ale czytałem raport Larry’ego Daschoffa i doskonale wiedziałem, co się dzieje.

– Przepraszam. Nie teraz.

Rozejrzałem się po parkingu. Niestety, byliśmy zupełnie sami. Tył sądowego budynku wychodził na cichą boczną uliczkę w zaniedbanej okolicy. Poza nami dwoma dostrzegałem tylko jedną żywą istotę – wychudłego kundla, który kręcił się po zapuszczonym trawniku.

– Och, spokojnie, doktorze. Proszę mi wyjaśnić mój problem w dwóch słowach. Skoncentrujmy się na głównych faktach i miejmy całą sprawę za sobą – mówił coraz szybciej i coraz bardziej niezrozumiale.

Odwróciłem się od niego, lecz w tym momencie na moim nadgarstku zacisnęła się jego silna smagła dłoń.

– Proszę mnie puścić, panie Moody – mruknąłem z wymuszonym spokojem.

Uśmiechnął się.

– Hej, doktorku, chcę tylko pogadać. Omówić swoją sprawę.

– Nie mam nic wspólnego z pańską sprawą i nic nie mogę dla pana zrobić. Proszę puścić moją rękę.

Wzmocnił uścisk, choć na jego obliczu nie pojawiły się żadne oznaki emocji. Miał pociągłą opaloną twarz, z krzywym po złamaniu bokserskim nosem, z ustami o wąskich wargach i wielką szczęką zniekształconą od wieloletniego żucia tytoniu lub mocnego zaciskania zębów.

Schowałem do kieszeni kluczyki od samochodu i spróbowałem oderwać jego palce od mojego nadgarstka, jednak Moody okazał się niezwykle silny. Owa nadzwyczajna siła pasowała do mojej koncepcji na jego temat. Odniosłem wrażenie, że przyspawał sobie rękę do mojej. Tak, tak, Richard Moody zaczynał sprawiać mi ból.

Oszacowałem własne szanse. Byliśmy tego samego wzrostu i mniej więcej równej wagi. Lata noszenia ciężkich przedmiotów na budowie zapewne wzmocniły jego mięśnie, lecz ja dzięki treningom karate znałem kilka niezłych ciosów na taką okazję. Mógłbym mu przydepnąć stopę, powalić kopnięciem w goleń i odjechać, gdy będzie się skręcał z bólu na betonie… Natychmiast przestałem o tym myśleć, bo zrobiło mi się wstyd. Przecież walka z kimś takim to absurd. Ten facet był niezrównoważony, więc powinienem go uspokoić, a nie dodatkowo podjudzać. Opuściłem wolną rękę.

– W porządku, wysłucham pana. Najpierw jednak proszę mnie puścić, bo nie mogę się skoncentrować na pana słowach.

Zastanawiał się przez sekundę, a potem szeroko się do mnie uśmiechnął. Miał brzydkie zaniedbane zęby. Dlaczego nie zauważyłem tego podczas badania? Wtedy jednak Moody był w zupełnie innym nastroju – posępny, prawie nic nie mówił, nie otwierał więc ust.

W końcu puścił mój nadgarstek. Rękaw, za który mnie trzymał, był brudny i lepki od jego potu.

– Zatem słucham.

– Dobra, dobra. – Po każdym słowie kiwał głową niczym kukła. – Chcę tylko z panem porozmawiać, doktorze, przekonać pana, że miałem pewne plany. Zapewniam pana, mogę udowodnić, iż moja żona owinęła sobie pana wokół małego palca tak samo jak mnie. W jej domu źle się dzieje. Moje dzieci twierdzą, że tamten facet usiłuje je wychowywać po swojemu, a ona niczego mu nie zabrania, na wszystko się zgadza. Jest niby taki kulturalny, miły, dobrze wychowany, a moje dzieciaki wiecznie muszą po nim sprzątać. Facet nie jest normalny. Potrafi tylko rozkazywać wszystkim wokół. Wie pan, dlaczego się śmieję, doktorku? Bo tylko śmiech chroni mnie przed płaczem. Tak, tak, śmieję się, aby nie płakać. Tęsknię za moimi dziećmi i żal mi ich. Chłopak i dziewczynka. Mój dzieciak mówił, że oni śpią w jednym łóżku i że facet udaje tatusia. Chce być panem domu, który ja zbudowałem własnymi rękoma.