18.40.
Chociaż to trochę nudne – tak siedzieć cały wieczór przed Bożym Narodzeniem i pisać kartki świąteczne.
18.45.
Może zjem sobie jedną z czekoladowych ozdóbek na choinkę.
18.46.
Może też wypiję kieliszeczek świątecznego wina, żeby uczcić Boże Narodzenie.
18.50.
Mmm. Pyszne to wino. Może zapalę papieroska. Tylko jednego.
18.57.
Mmm. Cudowny papierosek. Samodyscyplina to nie wszystko. Weźmy na przykład takiego Poi Pota.
18.55.
Za chwileczkę, kiedy skończę wino, wezmę się do tych kartek. Może jeszcze raz przeczytam list.
Droga Bridget, jak już zapewne Pani wie, w ubiegłym roku przeprowadzaliśmy program monitorujący pracę zespołu i poziom kreatywności w Cinnamon Productions. Chcieliśmy Panią z radością powiadomić, że autorką 68 procent dodatku rozrywkowego „I wreszcie” do programu Sit Up Britain byłaś właśnie Pani. Gratulacje! Domyślamy się, że Pani podanie o zwolnienie złożone we wrześniu było spowodowane nieporozumieniami z producentem naczelnym Sit Up Britain, Richardem Finchem. Richard, jak z pewnością Pani wie, w październiku został usunięty ze swego stanowiska z „przyczyn osobistych „. Obecnie reorganizujemy zespół pracowników i chcielibyśmy zaprosić Panią do ponownego przyłączenia się do zespołu albo jako asystent producenta, albo w charakterze konsultanta, który dostarczałby nam pomysłów na zasadzie wolnego strzelca. Okres od chwili Pani odejścia z pracy uznamy za urlop płatny. Uważamy, że – po zastrzyku nowej pozytywnej energii – Sit Up, jako okręt flagowy Cinnamon Productions, ma przed sobą wielką przyszłość w dwudziestym pierwszym wieku. Mamy nadzieję, że stanie się Pani główną siłą twórczą w naszym nowym, zrewitalizowanym zespole. Jeśli zadzwoni Pani do mojej sekretarki, by umówić się na spotkanie, z radością omówię z Panią nowe warunki finansów e. Z poważaniem, Grani D. Pikę Dyrektor Cinnamon Productions
A widzicie?! A widzicie?! Poza tym Michael z „Independent” mówi, że mogę się brać do robienia następnego wywiadu, bo po wywiadzie z panem Darcym dostali całkiem sporo listów. Jak stwierdził, każdy materiał, po którym przychodzą listy, jest dobry, choćby nie wiadomo jak był kiepski. Tak więc mogę zacząć pracować jako wolny strzelec! Hurra! I już nigdy nie będę musiała się spóźniać. Chyba wychylę jednego, żeby to uczcić. Ojej, dzwonek do drzwi! Jejujeju. Przywieźli choinkę. A widzicie?! Święta mam pod kontrolą. Jutro przyjdzie Mark, a tu święta już w toku!
20.00.
Kiedy dostawcy wlekli się na górę, stękając i utyskując, ogarnęła mnie obawa, że może przesadziłam z wielkością tej choinki, zwłaszcza że przerażająco wypełniła sobą cały korytarz, po czym z trzaskiem wcisnęła się do środka, siekąc gałęziami jak Macduff dokonujący najazdu na zamek Dunsinane i pryskając na wszystkie strony grudkami ziemi.
– Ale, kurde, wielka. Gdzie ją postawić? – spytali dostawcy.
– Przy kominku – odparłam. Niestety, choinka nijak nie chciała się tam zmieścić, niektóre gałęzie wchodziły do ognia, inne kładły się na kanapie, a reszta zawalała środek pokoju, czubek zaś pod jakimś dziwnym kątem zgiął się pod sufitem.
– Moglibyście spróbować tutaj? – poprosiłam. – A tak w ogóle, to co to za zapach?
Stwierdzili, że to jakiś fiński wynalazek mający zapobiegać opadaniu igieł, zamiast się przyznać do oczywistego faktu, że choinka jest już nie pierwszej świeżości, po czym zaczęli wpychać drzewko między sypialnię a drzwi do łazienki, a wówczas gałęzie tak się rozpostarły, że zablokowały oba wejścia.
– Może na środku pokoju? – zaproponowałam z ogromną godnością. Chłopcy zachichotali i przenieśli choinkę na środek, ale wtedy już kompletnie mi ich zasłoniła.
– Tak będzie dobrze, dziękuję – powiedziałam wysokim, spiętym głosem i chłopcy wyszli, chichocząc przez całą drogę na dół.
20.05.
Hmm.
20.10.
Nie ma sprawy. Po prostu zdystansuję się wobec kwestii choinki i napiszę kartki. -
20.20.
Mmm. Pyszne wino nie jest złe. Pytanie brzmi, czy to ma jakieś znaczenie, jeżeli się nie wysyła świątecznych kartek? Z pewnością istnieją ludzie, którzy nigdy w życiu nie dostali ode mnie kartki na Boże Narodzenie. Czy to niegrzecznie? Zawsze mi się wydawało, że to nieco dziwne wysyłać kartki np. do Jude albo Shazzer, skoro widuję je co drugi dzień. Ale jak mam się spodziewać, że z kolei ja dostanę jakieś kartki? Oczywiście, wysyłanie kartek daje owoce dopiero w następnym roku, chyba że się je wysyła w pierwszym tygodniu grudnia, co jednak byłoby idiotycznym zachowaniem w stylu nudnych małżeństw. Hmm. Może powinnam sporządzić listę „za” i „przeciw”.
20.25.
Ale najpierw przerzucę świąteczny „Vogue”.
20.40.
Świat Bożego Narodzenia z „Vogue” zachwycił mnie, ale i podkopał moją pewność siebie. Zrozumiałam, że moja garderoba i pomysły na prezenty są rozpaczliwie staroświeckie, że powinnam jeździć na rowerze w śliskiej halce Dosy, z pierzyną narzuconą na plecy i szczeniaczkiem przewieszonym przez jedno ramię, pojawiać się na imprezach z małoletnią córką modelką, a przyjaciołom kupować w prezencie kaszmirowe futerały na butelki z gorącą wodą i pachnące woreczki, które się wkłada do bieliźniarki, a nie jakieś skorupy do serwisu albo srebrne flesze z Asprey, przy błysku których na zębach odbijają się lampki z choinki. Nie zamierzam się tym przejmować. To b. nieduchowe. Gdyby na południe od Slough wybuchł taki wulkan jak w Pompejach i wszyscy by się obrócili w kamień, siedząc na rowerach w szczeniaczkach, pierzynach i córkach, przyszłe pokolenia chybaby pękły ze śmiechu na widok tej duchowej pustki. Odrzucam też bezsensowne luksusowe prezenty, które świadczą bardziej o pozerstwie dającego niż o jego sympatii dla otrzymującego.
21.00.
Mnie samej przydałby się kaszmirowy futerał na butelkę z gorącą wodą.
21.15.
Lista prezentów gwiazdkowych: Mama – kaszmirowy futerał na butelkę z gorącą wodą. Tata – kaszmirowy futerał na butelkę z gorącą wodą. O Boże. Nie mogę już dłużej ignorować tego drapaka: śmierdzi i kojarzy się z wkładką do butów o zapachu sosny, którą ktoś nosił przez kilka miesięcy. Cholerna choinka. Teraz mogę przejść przez pokój, tylko jeżeli przeczołgam się pod drzewkiem jak dziki niedźwiedź. Chyba znowu sobie przeczytam kartkę od Gary’ego. Była super. Zwinięta na kształt naboju z napisem „Przepraszam!” Tekst w środku brzmiał następująco: