Выбрать главу

Droga Bridget, przepraszam za ten nabój. Nie wiem, co mnie naszło, ale ostatnio było u mnie krucho z forsą i do tego jeszcze miałem problemy przez ten incydent wędkarski. Bridget, łączyło nas coś wyjątkowego. To naprawdę było bardzo ważne. Zamierzałem dokończyć dobudówkę, kiedy przyszły pieniądze. Kiedy dostałem ten list od doradcy prawnego, tak się wystraszyłem, że straciłem panowanie nad sobą.

Dołączona była kopia „Biuletynu Wędkarskiego” otwartego na stronie 10. Naprzeciwko strony z nagłówkiem Świat karpi, pod którym widniał artykuł pod tytułem Przegląd katapult do wyrzucania przynęty, znajdowało się sześć zdjęć wędkarzy, z których każdy trzymał wielką, oślizgłą, szarą rybę. Wśród nich było też zdjęcie Gary’ego przekreślone za pomocą stempla z napisem „Zdyskwalifikowany”, a poniżej artykuł:

SKANDALICZNY WYBRYK Zwycięzca East Hendon, Gary Wilshaw, był trzykrotnie zawieszany podczas zawodów East Hendon po wędkarskim incydencie dotyczącym zamiany ryb. Wilsffaw, lat 37, z West Elm Driye, zajął pierwsze miejsce za szesnasto i pólkilowego karpia, którego rzekomo złowił na haczyk 4, piętnastofuntowy przypon karpiowy i czternastomilimetrową kulkę proteinową. Później, z dobrze poinformowanych źródeł, nadeszła informacja, że karp ten pochodził ze stawu hodowlanego w East Sheen i prawdopodobnie poprzedniej nocy został podczepiony na haczyk. Rzecznik prasowy East Hendon AA powiedział: „ Tego rodzaju praktyki okrywają hańbą cały świat wędkarstwa amatorskiego i nie będą tolerowane przez East Hendon AA”.

21.25.

Pewnie czuł się bezradny jak Daniel. Biedny Gary z tą swoją rybą. Upokorzony. On kocha ryby. Biedny Daniel. Mężczyźni w niebezpieczeństwie.

21.30.

Mmm. Pyszne to wino. Świętuję sobie w samotności i myślę o wszystkich tych pięknych ludziach, których spotkałam w tym roku, nawet o tych, którzy zrobili mi coś złego. Jestem jedną wielką miłością i miłosierdziem. Pielęgnowanie w sobie urazy cofa w rozwoju.

21.45.

Tera napisz te kartki.

23.20.

Zrbione. Idę do skszszynki.

23.30.

Spowrotem w domu. Cholem choinka. Wiem. Pójdę po noszy szki.

Północ.

Taa. Lepiej. Fff. Ssspać. Ups. Przwrćłam się.

16 grudnia, wtorek

62,5 kg, jedn. alkoholu 6, papierosy 45, kalorie 5732, czekoladowe ozdóbki na choinkę 132, wysłane kartki – o Boże, do diabła, Belzebuba i wszystkich jego podpoltergeistów.

8.30.

Trochę skołowana. Godzinę i siedem minut zajęło mi ubieranie się, a jeszcze nie jestem gotowa, bo znalazłam plamę na spódnicy.

8.45.

Zdjęłam tę spódnicę. Włożę szarą, ale gdzie ona jest, do jasnej nadspodziewanej? Oooj. Łeb mi pęka. Już nigdy w życiu nie wezmę kropli… O, może ta spódnica jest w salonie.

9.00.

Jestem w salonie, ale tu bajzel. Chyba zjem sobie tosta. Papierosy to straszna trucizna.

9.15.

Aaa! Zobaczyłam choinkę.

9.20.

Aaa! Aaa! Znalazłam kartkę świąteczną, której zapomniałam wysłać. Życzenia brzmiały następująco:

Wesołych świąt dla mojego najdroższego, najdroższego Kena. Tak bardzo Ci dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś w tym roku. Jesteś cudownym, cudownym człowiekiem, tak silnym, bystrym i łebskim z matematyki. Mieliśmy swoje wzloty i upadki, ale jeśli człowiek się chce rozwijać, nie można pielęgnować w sobie urazy. Jesteś mi bardzo bliski, zarówno na gruncie zawodowym, jak i osobistym. Całuję Cię naprawdę bardzo serdecznie, Bridget

Kto to jest ten Ken? Aaaa! To księgowy. Spotkałam się z nim tylko raz i pokłóciliśmy się, bo za późno wysłałam zeznanie podatkowe. O mój Boże. Muszę znaleźć tę listę. Aaaa! Poza Jude, Shazzer, Magdą, Tomem itd. na liście znajdują się: zastępca konsula Wielkiej Brytanii w Bangkoku ambasador Wielkiej Brytanii w Tajlandii Rt. Hon. sir Hugo Boynton admirał Darcy detektyw inspektor Kirby Colin Firth Richard Finch minister spraw zagranicznych Jed Michael z „Independent” Grant D. Pikę Tony Blair Kartki hulają po całym świecie, a ja nie wiem, co w nich powypisywałam.

17 grudnia, środa

Żadnej reakcji na moje kartki. Może te, które wysłałam, były w porządku, i tylko ta do Kena to był jakiś kretyński wyskok.

18 grudnia, czwartek

9.30. Właśnie wychodziłam, kiedy odezwał się telefon.

– Bridget, tu Gary.

– O, cześć! – zaszczebiotałam histerycznie. – Skąd dzwonisz?

– Z pudła. Dzięki za kartkę. Była taka miła. Strasznie miła. To dla mnie wiele znaczy.

– O, hahahahaha – zaśmiałam się nerwowo.

– To przyjdziesz dziś do mnie?

– Co?

– No wiesz… ta kartka…

– Taaak? – spytałam wysokim, spiętym głosem. – Nie bardzo pamiętam, co napisałam. Czy mógłbyś…?

– Przeczytam ci ją, dobrze? – powiedział nieśmiało, po czym zaczął czytać, potykając się na słowach.

Najdroższy Gary, wiem, że Twoja praca budowlańca bardzo różni się od mojej, ale bardzo ją szanuję, bo to prawdziwa sztuka. Własnoręcznie robisz różne rzeczy, codziennie musisz wstawać bardzo wcześnie i razem jako zespół – chociaż ta przybudówka nie jest jeszcze skończona – stworzyliśmy coś wspaniałego i pięknego. Dwoje całkowicie różnych ludzi i chociaż ta dziura wciąż jest w ścianie – od prawie ośmiu miesięcy! – to widzę, że nasz projekt się rozwija. Cudownie. Wiem, że jesteś w więzieniu, odsiadujesz wyrok, ale wkrótce to się skończy. Dziękuję za list w związku z tym nabojem i wędkarstwem i szczerze, z całego serca Ci wybaczam. Jesteś mi bardzo bliski, jako fachowiec oraz jako człowiek. I jeżeli ktoś w przyszłym roku zasługuje na radość i twórczy odlot – choćby w więzieniu – to tą osobą na pewno jesteś Ty. Całuję, Bridget

– Twórczy odlot – powiedział gardłowym głosem. Udało mi się go spławić, tłumacząc, że się spóźnię do pracy, ale… O Boże. Do kogo ja wysłałam te kartki?

19.00.

Po powrocie do domu. Trafiłam akurat na pierwszą naradę w biurze, która zresztą poszła całkiem nieźle – zwłaszcza że Straszny Harold za własne nudziarstwo został oddelegowany do sprawdzania faktów – dopóki Patchouli nie wrzasnęła, że dzwoni Richard Finch z klasztoru, nastawiła głośnik w aparacie i wszyscy musieli go wysłuchać.

– Witaj, zespole! – powiedział. – Dzwonię, żeby się z wami podzielić swoim świątecznym nastrojem, bo tylko na tyle mi pozwolono. Chciałbym wam coś przeczytać. – Odchrząknął. – „Bardzo, bardzo wesołych świąt, najdroższy Richardzie”. – Prawda, że to miłe? Parsknął śmiechem. – „Wiem, że nasz związek przeżywał wzloty i upadki, ale teraz jest Boże Narodzenie i zrozumiałam, że więź między nami jest bardzo silna – pełna wyzwań, żywa, szczera i prawdziwa. Jesteś fascynującym, fascynującym człowiekiem, pełnym energii i wewnętrznych sprzeczności. Teraz, w ten świąteczny czas, jesteś mi bardzo bliski – zarówno jako producent oraz jako człowiek. Całuję, Bridget”. Ojoj, to było coś… Aaa! Dzwonek do drzwi.

23.00.

To był Mark. Z bardzo dziwnym wyrazem twarzy. Wszedł do mieszkania i rozejrzał się z konsternacją.

– Co tak dziwnie pachnie? Co to, u diabła, jest?

Podążyłam za jego wzrokiem. Choinka w istocie nie wyglądała tak dobrze, jak to zapamiętałam. Odrąbałam jej czubek i próbowałam ją przyciąć w tradycyjny, trójkątny kształt, ale teraz, na środku pokoju, sterczał jakiś długi, a chudy drapak z tępymi brzegami jak bardzo tanie sztuczne drzewko z wyprzedaży.